WYDANIE NR 77
z dnia 3 sierpnia 2016r.
W numerze:
"Filozofia Dębiarza": Wirtualne realia
Kraj: Ordynacja przyjęta
Kraj: Nie ma już obowiązku mieszkaniowego
Tylko we "wBialenii": Severino Castiglioni-Faradobus o tym, kto rozdaje karty w Bialenii
Fragmenty obszernej odpowiedzi Roberta Janusza von Thorna na felieton Konstantego Jerzego Michalskiego "Dwu i półosiowy świat" z wydania nr 76 gazety "wBialenii"
Wybór numeru


"Filozofia Dębiarza": Wirtualne realia
Wirtualne realia
Mikronacja w założeniu miała być rodzajem społeczności internetowej, zajmującym się symulacją państwa w warunkach internetowych. Wydawałoby się, że w internecie, w którym powinniśmy mieć większy zakres wolności słowa, każde z państw również powinno być bardziej wolnościowe niż państwa rzeczywiste. W takim v-państwie swoboda działania powinna być nieograniczona, obarczona jedynie odpowiedzialnością za każde słowo. Niestety, wielbicie zamordyzmu w rzeczywistości najwyraźniej próbują budować zamordyzm w warunkach wirtualnych. Ich działanie objawia się na wiele sposobów, które chciałbym przedstawić w dzisiejszym felietonie. Stańmy w prawdzie z wirtualnymi realiami.
I. Im bardziej skomplikowany system prawny, tym lepiej.
Tym grzechem obdarzone są dzisiaj wszystkie wirtualne państwa. Niektóre są w tej naturze skromniejsze, niektóre bardziej pruderyjne, ale każda grzeszy w podobny sposób. Sytuacja w każdym kraju z osobna przypomina trochę życie człowieka - im ten jest starszy, tym bardziej grzeszy. Niektóre państwa co jakiś czas spowiadają się z pojedynczych występków, ale za jakiś czas w miejsce jednego pojawiają się kolejne, o cięższym charakterze. Zwróćmy uwagę na kilka z nich - niektóre w swoim założeniu są tak absurdalne, że aż głowa mała. Choćby w kwestiach bezpieczeństwa wewnętrznego. Niektóre z nich były kiedyś w stanie tworzyć prawo dt. służb specjalnych. Piękna inicjatywa, tylko że kompletnie nierealna. W jaki sposób werbować agentów? Jaki mieliby mieć zakres działania? Co w przypadku dekonspiracji? Co w warunkach wirtualnych można byłoby zrobić ze zdobytymi informacji? Czy w ogóle można mieć do czynienia w mikroświecie z tajnymi informacjami?
Są jednak państwa, które do dziś brną w absurdy. Choćby w sprawie Policji. Absurd ten został rozbudowany do takiego stopnia, iż każdy szary taki funkcjonariusz podlega korpusowi, a także może być awansowany na wyższy stopień (np. policjant na oficera, inspektor na inspektora naczelnego, dyrektor na dyrektora generalnego). Oczywiście żaden taki esesman nie może nie mieć dostępu do Panelu Moderatora czy PA danego forum. Co, gdy Prezes będzie działał niezgodnie z prawem? Co, gdy szeregowy policjant zawsze usuwać pojedyncze posty z powodu "wyższego dobra" bez żadnych podstaw prawnych? Dlaczego w ogóle mikronacja potrzebuje Policji? Bo władza nie ma zaufania do obywateli? Bo dzięki temu jest lepsza zabawa? Bo tak? Żadna odpowiedź nie będzie w żadnym stopniu satysfakcjonująca. Będąc dyrektorem w wirtualnej Policji można jedynie podnieść swoje ego oraz ewentualnie wyżywać się na mniej doświadczonych w życiu mikronacji obywateli czy mieszkańców.
Dzięki właśnie takim przykładom powstają problemy, o których podczas powstawania pierwszych mikronacji nikt nawet nie myślał. Takie patologie dotykają również spraw kulturowych, gospodarczych czy politycznych (vide dawne koncesjonowanie prasy czy partii politycznych w wielu państwach).
II. Powielanie realnych błędów w sztuce dyplomacji.
Symulacja realnych państw w warunkach wirtualnych dotyka również spraw związanych z polityką zagraniczną. Mamy do czynienia, jak to kiedyś starszy człowiek ujął, z podziałem mikronacji na "państwa poważne" i "państwa pozostałe", gdzie "państwa poważne" są znaczącymi graczami w grze o wirtualną dominację, a "państwa pozostałe" są pozbawione ich pomocy, dzięki czemu zdychają bezpowrotnie. I o ile z tego pierwszego zazwyczaj państw łatwiej zostać tym drugim, tak z państwa pozostałego ciężko wybudować państwo poważne. Takie porównanie znalazło swoje potwierdzenie w rzeczywistości, gdy pewnego dnia trzy "państwa pozostałe" postawiły się w stan upadłości. Elita mikroświata postanowiła zignorować ten problem, zostawiając go samego sobie. Postanowili się po raz kolejny zebrać w kolejnym kongresie, na którym znów porozmawiano o sprawach ważnych, poważnych i takich tam.
Dzięki czemu uwidocznił się kolejny aspekt wirtualnych realiów - wiara w to, że działanie w różnych organizacjach międzynarodowych czy kontynentalnych kongresach przynosi realny skutek. Wszyscy wiemy, że jest dokładnie odwrotnie. Zamiast proponować samym sobie kreatywne rozwiązania z wyczuwalną chęcią do podstaw (czyli do pełnej wolności słowa oraz pozostawienia obywatelom wolnej woli w kwestii spraw kulturowych/gospodarczych) lepiej porozmawiać w kilka dni o kilku pikselach na nic nieznaczącej mapie mikroświata.
III. Pozory, lenistwo, zero kreatywności.
Wiara w realne politykowanie za pomocą sojuszy/kongresów/OPMów to jeszcze nic. Często jest tak, że życie w państwie opiera się jedynie na dyskusjach związanych z takimi tematami. Gdzie nie ma miejsca na możliwość wykazania się swoją kreatywnością, swoim intelektem czy swoją asertywnością. Jest jedynie miejsce na powiększanie swojego ega. Najgorsze jest to, że coraz większa ilość mieszkańców v-świata chce iść w politykę, zamiast w narrację i budowanie klimatu wokół jednej, wybranej mikronacji. Zamiast tego występuje wysyp państwa istniejących tylko dla aparatu władzy, bez jakiegokolwiek wnętrza.
Myślę, że właśnie to będzie czynnikiem, który ostatecznie przyłoży się do ostatecznego upadku mikroświata. Po latach coraz większego nakręcania się w walce o władzę zostanie już tylko kilka najsilniejszych państw z iluzoryczną warstwą regionalną, gdzie zostanie miejsce na kilku opisów najważniejszych miast w danym kraju. Walka o dominację w v-świecie nabierze tempa, mimo rosnącej tendencji wśród mieszkańców o chęci powrotu do starszego stylu budowania mikronacji. Jednak na to będzie za późno. W wyniku stale podejmowanych, błędnych działań w pewnym momencie nie będzie już w mikroświecie ludzi kreatywnych i szczerze ambitnych, tylko sami cynicy bez perspektyw w życiu realnym, którzy będą chcieli "walczyć" o jak najlepszy status w życiu wirtualnym.
Odpowiedzmy sobie na to, czy aby na pewno chcemy takich wirtualnych realiów? Czy aby na pewno część z wirtualnych zamordystów nie za bardzo się rozpędziła? Czy jeszcze jest realna szansa na zwrot?
RDH


Kraj: Ordynacja przyjęta
Parlament XXII Kadencji zakończył w poniedziałek, 1 sierpnia 2016 r., prace nad projektem nowej Ordynacji Wyborczej, zgłoszonym przez Marszałka Ronona Dexa (Bialeńska Partia Demokratyczna). Za dokumentem, w którym znalazły się zapisy zmieniające wprowadzony niedawno system komitetowy na system indywidualnych kandydatów oraz wprowadzające urząd Komisarza Wyborczego, powoływanego przez Marszałka Parlamentu i regulujące najważniejsze kwestie związane z objęciem i wygaśnięciem mandatu wyborczego (termin 4 dni na złożenie przysięgi), zagłosowali wszyscy posłowie. Dwóch z nich nie poparło poprawki trzeciej autorstwa Piotra Pawła I (dotyczącej ilości wymaganych podpisów obywateli pod kandydaturą), jeden z deputowanych (Maciej Kamiński) zagłosował także przeciwko wprowadzeniu urzędu Komisarza Wyborczego. Ordynacja została podpisana we wtorek, 2 sierpnia 2016 r., przez pełniącego obowiązki Prezydenta Republiki Bialeńskiej Iwana Pietrowa-Dostojewskiego i trafiła do Biuletynu Ustaw.
Frederick Hufflepuff, redaktor naczelny


Kraj: Nie ma już obowiązku mieszkaniowego
Parlament XXII Kadencji przyjął projekt ustawy o likwidacji ustawy o obowiązku mieszkaniowym z 6 września 2015 r., z poprawką z 20 września 2015 r. Likwidacji ustawy domagał się lider Ligii Nowej Bialenii oraz kanclerz Abachazji Piotr Novitius. Opinie posłów były jednak zróżnicowane - Piotr Paweł I i Frederick Hufflepuff (obaj ze Wspólnoty Rozwoju) wstrzymali się od głosu, "za" opowiedzieli się Ronon Dex, Maciej Kamiński, Tomasz Bagrat-Dostojewski (Bialeńska Partia Demokratyczna) i Eddard Noqtern (Wspólnota Rozwoju), a "przeciw" zagłosował Iwan Pietrow-Dostojewski (Obywatelskie Przymierze Bialenii). Dokument nie został na razie podpisany przez p.o. Prezydenta Republiki.
Frederick Hufflepuff, redaktor naczelny


Tylko we "wBialenii": Severino Castiglioni-Faradobus o tym, kto rozdaje karty w Bialenii
Wielkie oburzenie wywołało u mnie zachowanie władców Królestwa Hasselandu i Carstwa Brodryjskiego na wyrok w sprawie W/5/2016. Jest to zachowanie bezprawne i karygodne, sprzeciwiające się treści układu stowarzyszeniowego. Wyroki Sądu Ludowego stanowią źródło prawa Republiki, a ich kwestionowanie jest występowanie przeciw niemu. W uzasadnieniu Sąd Ludowy jasno przytoczył sens rozstrzygnięcia - Otóż rzeczony artykuł 5 [Układu stowarzyszeniowego] explicite wskazuje, że normy prawa bialeńskiego obowiązują na terytorium państw stowarzyszonych w zakresie wskazanym w Układzie, który to w art. 3 lit c nakłada na RB obowiązek gwarantowania zewnętrznego i wewnętrznego bezpieczeństwa i stabilności państw stowarzyszonych. A czymże innym jest to gwarantowanie, tj. zapewnianie, bezpieczeństwa i stabilności, jeśli nie stosowaniem przepisów karnych (KCK) i porządkowych (KP) w odniesieniu także do tych państw?. Słowa te wypowiedział ekspert w dziedzinie prawa - Karol Medycejski, a Sąd przyznał mu rację. Nie można niczego w tym zakresie kwestionować, bo lex clara est.
Wiceprezydent Iwan Pietrow - Dostojewski stwierdził, że Sąd działał pod wpływem obcych mocarstw i zagrażając niezależności sądownictwa obiecał, że będzie występował do Prezydenta o zdymisjonowanie sędziego (na co nie pozwalają na szczęście przepisy). Otóż najlepiej zdaniem przywódców państw stowarzyszonych byłoby orzec tak, jak oni tego chcą. Wtedy nie byłoby wpływu obcych mocarstw na sądownictwo.
Również samo odbanowanie Fiodora Swirydiuka (nie wiadomo na czyje zarządzenie - tego mogę się tylko domyślać) było rażącym wystąpieniem przeciwko bialeńskiemu prawu. Wiemy, kto o to zabiegał - strona brodryjska.
Do tej pory nie wierzyłem i śmiałem się z tych opowieści o hasselandyzacji Bialenii. Jednak powolutku zmieniam pogląd na ten temat. Państwa stowarzyszone (a dokładniej ich politycy) chcą rozdawać karty w Republice. Można zaryzykować stwierdzenie, że prócz hasselandyzacji możemy mówić także o brodyzacji. Czy tak powinno być? Raczej nie. Te państwa nie mogą zapomnieć, że to dzięki istnieniu układu i opiece Bialenii istnieją. Bo szczerze wątpię (choć to tylko moja opinia), by poza układem stowarzyszeniowym przetrwały choć kilka miesięcy. Skończyłyby jak Niderlandy albo umierający Skarland. Czy chociażby jak moja ukochana, ale nadal dogorywająca Rotria.
Dlatego szanujmy prawo i nie działajmy pochopnie. Miejmy przed oczami dobro wspólne jakim jest zgodny, stabilny i postępujący rozwój zarówno Republiki, jak i państw stowarzyszonych. Nie jestem wrogiem tego układu, ani przeciwnikiem żadnego z polityków obu stron. Mimo wszystko uważam, że najlepszym krokiem byłaby federalizacja - wtedy przynajmniej polityka prowadzona byłaby w sposób otwarty i czysty.
Severino Castiglioni-Faradobus, Sędzia Ludowy


Fragmenty obszernej odpowiedzi Roberta Janusza von Thorna na felieton Konstantego Jerzego Michalskiego "Dwu i półosiowy świat" z wydania nr 76 gazety "wBialenii"
(...) Pierwsza myśl jaka mi się nasuwa w związku z tą rewelacją to to, że Michalski definiuje brak stosunków międzynarodowych jako stan konfliktu (bo wojna, nawet zimna, jest konfliktem politycznym, konfliktem idei, ale jednak konfliktem), a co za tym idzie należałoby uznać, iż każdy kraj, który z innym krajem stosunków nie utrzymuje jest z nim de facto skonfliktowany. Kuriozalne założenie. (...)
(...) Nie wdając się jednak w rozważania na temat przyczyn słabości Nordaty, przejdę do credo felietonu Michalskiego — „główną wadą deklarowanych przez nas wzniosłych idei w polityce zagranicznej jest kwestia sarmacka”. O i proszę. Kwestia sarmacka i Sarmacja, jakkolwiek to nie brzmi, urosła do rangi największego problemu bialeńskiej doktryny, a przynajmniej stało się tak w oczach autora. (...)
(...) I właśnie, Michalski na bazie konfliktu sarmacko-bialeńskiego, który według niego wciąż istnieje, dokonał podziału świata na dwie osie. A nawet na dwie i pół. Owo pół to według autora „trzecia opcja”, czyli kraje, które w konflikcie między Księstwem Sarmacji a Republiką Bialeńską pozostają neutralne (czy to na skutek starań bialeńskich czy też „sarmackich ofensywach dyplomatycznych”). W tej liczbie więc, w tej połówce osi są takie kraje i bloki jak: Królestwo Dreamlandu z Koroną Ebruzów, Orientyka i kraje na niej położone, Skarland, RON, itd. I to jest drugi szalenie kuriozalny wniosek Michalskiego. (...)
(...) Czy więc ma racje Konstanty Jerzy Michalski mówiący o istnieniu w wirtualnym świecie ładu dwu i półosiowego? Z całą pewnością nie. Głównym błędem jaki popełnia jest założenie, że stawiane przez niego, jako główne osie, kraje są do tych ról odpowiednimi. I o ile o Księstwie Sarmacji można faktycznie powiedzieć, że aspiruje do roli wirtualnego mocarstwa (...), tak już w przypadku Republiki Bialeńskiej pojawiają się poważne wątpliwości. Republika dysponuje bowiem niestabilnym systemem politycznym (niech przykładem będą występy Aleksandry DostojewskiejSwarzewskiej; wewnętrzne niesnaski na linii sojuszników stowarzyszonych, czyli Bialenii i Hasselandu), nie jest stabilne terytorialnie (Hasseland powiększył ostatnio swój stan posiadania wywołując przy tym konflikt z krajami Orientyki) przez co, oczywiście, cierpi bialeński prestiż. (...)
(...) Obecny stan stosunków między oboma krajami (między Bialenią a Sarmacją - przyp. FH) należy więc określić ostrożną przychylnością bez instytucjonalnej otoczki. (...)
Całość rozprawy prof. Net. Roberta Janusza von Thorna "System dwuipółosiowy czy inny? Rozważania na temat typologii systemów bezpieczeństwa i próba zdefiniowania modelu funkcjonującego w świecie mikronacji
Autorem tekstu, opublikowanego w "Obserwatorze Sarmackim", jest Robert Janusz von Thorn. Dziękujemy za możliwość przedrukowania fragmentów artykułu!