WYDANIE NR 61
z dnia 25 maja 2016r.
W numerze:
Kraj/Świat: Prezydent Trizondalu w Bialenii - "Braterskie stosunki"
Kraj: Zgrzyt podczas wizyty Trizondalczyków?
Kraj: Swarzewski ma szansę na ponowną prezydenturę?
Świat: Hasseland się wyłamał
"Mikroświat na zakręcie" - niezwykle ciekawy sarmacki artykuł o sytuacji w polskim v-świecie
Wybór numeru


Kraj/Świat: Prezydent Trizondalu w Bialenii - "Braterskie stosunki"
Minister Hans wymienił się z naszymi władzami drobnymi upominkami - otrzymał dwa wyborne trunki, a sam podarował bryłkę węgla z kopalni zabytkowej z Rottery. W oficjalnych, krótkich przemówieniach Hans, Medici i Swarzewski zauważyli, że to wyjątkowa wizyta, która na pewno znacznie przyczyni się do rozwoju bilateralnych stosunków między mikronacjami oraz że bialeńsko-trizondalska współpraca musi nadal ewaluować i wkraczać na nowe obszary.
25 maja 2016 r. władze Stołecznego Miasta Trizopolis (Trizondal) przy współpracy z rządem nadały jednej z ważniejszych ulic w mieście imię "Bohatera Republiki Bialeńskiej Jana de Kaniewskiego". Podczas skromnej uroczystości przytoczono najważniejsze fakty z życia patrona przecznicy, m.in. przewodnictwo Zgromadzenia Dżamahariji, przewodnictwo zrywowi w 2012 r. (Powstanie Marcowe) oraz autorstwo gospodarczej reformy w Bialenii. W zamian za ten gest, władze Republiki postanowiły nazwać ulicę obok Ministerstwa Spraw Zagranicznych "ulicą Cysosza Zenka". Cysosz Zenek był wybitnym działaczem trizondalskim i pięciopolskim, Marszałkiem Sejmu, Prezydentem V RP III Kadencji, wielokrotnym ministrem oraz właścicielem kilku prywatnych firm. Został odznaczony Medalem Pięćsetnicy oraz wyróżniony w Alei Zasłużonych.
Frederick Hufflepuff, redaktor naczelny


Kraj: Zgrzyt podczas wizyty Trizondalczyków?
23 maja 2016 r. Minister Spraw Zagranicznych Andrzej Swarzewski zgłosił w Parlamencie XX Kadencji projekt umowy międzynarodowej o swobodnym przepływie informacji dotyczących kloningu, zaproponowany i skonsultowany z Trizondalem. Wraz z Prezydentem de Medicim minister uznał, że Bialenia powinna ratyfikować traktat, najlepiej w czasie wizyty Prezydenta Washburna i Sekretarza Hansa w Wolnogradzie. Zapisy dokumentu wzbudziły jednak pewne kontrowersje, związane z istnieniem "kont narracyjnych" oraz definicją i karami za kloning. Głosowanie nad projektem rozpoczęło się dopiero dziś, w dzień inauguracji wizyty Trizondalczyków w Bialenii. Prawo do głosu mają już tylko członkowie nowej kadencji izby. Okazało się, że najprawdopodobniej ratyfikacja nie dojdzie do skutku. Maciej Kamiński (BPD) i Bajtuś (WR) zagłosowali "przeciwko". Wygląda na to, że reszta posłów także nie będzie zwolennikami umowy. Wydaje się to zgrzytem w obustronnych relacjach.
Frederick Hufflepuff, redaktor naczelny


Kraj: Swarzewski ma szansę na ponowną prezydenturę?
Według wyników ankiety, przeprowadzonej przez gazetę "wBialenii" w 60. wydaniu, w której zadano pytanie "Na kogo zagłosowałbyś w wyborach prezydenckich, gdyby odbyły się one dzisiaj?", największe szanse na prezydenturę ma Andrzej Swarzewski z Obywatelskiego Przymierza Bialenii, były Prezydent i obecny szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Swarzewski zdobył w sondażu 33,3% głosów. Opcja "Inny kandydat" zyskała 25% głosów, zaś aktualny włodarz państwa Alberto de Medici (również z OPB) i Eddard Noqtern, Król Hasselandu i lider Wspólnoty Rozwoju po 16,7%. Wszystko wskazuje na to, że władzę w następnej prezydenckiej kadencji nadal dzierżyć będzie przedstawiciel rosnącej w siłę, stosunkowo młodej partii OPB. Marne szanse na powrót na stanowisko ma kandydat Wspólnoty Rozwoju, która w ostatnich wyborach parlamentarnych zdobyła zaledwie jeden mandat, a w ostatnich kilku elekcjach prezydenckich nie potrafiła wypracować poparcia niezbędnego do zdobycia choćby drugiego miejsca w definitywnym rozrachunku.
Frederick Hufflepuff, redaktor naczelny


Świat: Hasseland się wyłamał
W Mikronacyjnej Unii Piłkarskiej trwa właśnie głosowanie delegatów głównych dotyczące wykluczenia z listy federacji związku sportowego z Republiki La Palmy, która kilka dni temu zakończyła swoją działalność. Wniosek złożył sam Prezydent MUP Robert Janusz von Thorn. "Za" usunięciem zagłosowali przedstawiciele ze Slawonii, Sarmacji, Abachazji, Wandystanu, Surmenii i Baridasu. Jak na razie jedynym, który opowiedział się "przeciw", jest... Eddard Noqtern z Hasselandu. Swoją decyzję uzasadnił realną, jego zdaniem, możliwością przywrócenia funkcjonowania La Palmy, co zdziwiło Prezydenta MUP. Frederick Hufflepuff z Bialeńskiego Związku Sportowego wstrzymał się od decyzji.
Frederick Hufflepuff, redaktor naczelny


"Mikroświat na zakręcie" - niezwykle ciekawy sarmacki artykuł o sytuacji w polskim v-świecie
Wirtualny Pollin znalazł się na zakręcie. Od kilkunastu tygodni obserwujemy postępującą atrofię mikronacyjnej państwowości. Kiedy piszę te słowa nie ma już Federacji Al Rajn (upadek w wyniku ujawnienia afery kloningowej), nie ma już Republiki La Palmy (brak aktywnych mieszkańców), ku upadkowi chyli się Imperium Skarlandu, ledwo zipie Mandragorat Wandystanu (a jego główni mieszkańcy działają w innych krajach), wyludnia się Demokracja Surmeńska, problemy ma Abachazja.
Bez wątpienia główną przyczyną tego stanu jest demograficzna katastrofa, jaka dotknęła w ostatnich latach mikroświat, a która jest wynikiem niedostatecznej "wymiany pokoleniowej", tj. znacznie mniejszego napływu nowych mieszkańców, niż tych zasłużonych odpływu. Ale to nie jest jedyny powód.
Od pewnego czas kiełkuje we mnie przekonanie, że równie ważne, jak brak wymiany pokoleniowej, jest fakt, że mikroświat stał się szalenie kosmopolityczny. Granice państwowe istnieją jedynie po to by rysować granice pewnej narracji i obowiązujących w jej ramach praw, tradycji, zwyczajów. Jednocześnie jednak mamy do czynienia z całkowicie nieskrępowanym przepływem osób i wszystkiego co sobą reprezentują, między różnymi krajami. Mamy na to wiele przykładów — w odradzającym się Królestwie Dreamlandu mamy osoby z Sarmacji, Wandystanu i Bialenii, które niejednokrotnie dokładają paliwa do toczących się tam dyskusji, a nawet zajmują określone stanowiska, na które spośród rodowitych Dreamlandczyków nie było chętnych; państwowość Dreamlandu przenika się z państwowością Elderlandu; w Księstwie Sarmacji jedną z aktywniejszych osób, na kanwie kronikarstwa i kultury stał się jeden z niewielu już aktywnych obywateli Surmenii, jej administrator, członek władz najwyższych tego kraju; aktywne są mniejszości Dreamlandzka, a nawet Bialeńska; w Republice Bialeńskiej mamy do czynienia z prawdziwym tyglem narodowościowym, w którym mieszają się Bialeńczycy, Brodryjczycy, Hasselandczycy, Abachazowie, Wandejczycy, Dreamlandczycy, Sarmaci, itd.; w Państwie Kościelnym Rotrii mamy z kolei do czynienia z nieco odwrotnym mechanizmem, z racji narracji budującej ten kraj mamy iniekcję Rotrii do innych krajów (biskupi, v-religia); Trizondalczycy mocno angażują się w projekty na Orientyce.
Oczywiście są również kraje, które starają się izolować — takim przykładem jest Chanat Kugarski, który co prawda wzbudza zainteresowanie innych państw i osób, ale znów... mimo swego izolacjonizmu (głównie narracyjnego), jest on pełen osób, które znamy już z innych krajów. Al Rajn, najbardziej izolujący się kraj Pollinu, żywota dokonał, a jego izolacjonizm jest kolejnym dowodem na to, że kraj ten od lat był tworem sztucznym — bo właśnie na tym przykładzie widać najlepiej, że nie da się dziś na dłuższą metę funkcjonować bez wolnego przepływu osób. Jeszcze kilka lat temu sporo krajów zazdrośnie strzegło swych granic i państwowych posad. Byli na nie chętni, demografia nie była problemem. Sporo krajów jednak przespało moment, kiedy v-świat zaczął wymierać, a te z mniejszą siłą przebicia, słabszą narracją, czy zwyczajnie nie dość okrzepłe, musiały dokonać żywota.
Z drugiej strony mam super-państwa, w ramach których toczą się mniejsze narracje, które nazywamy "państwami stowarzyszonymi", "samorządami", "dependencjami". Mamy w nich więc suzerena (w roli suzerena pomocniczego jest to wybierany prezydent/archont, książę czy król, których rolą jest głównie zapewnienie trwania państwowości; i naród/społeczność która jest faktycznym suzerenem) i ogólny zarys narracyjny ograniczony wirtualnymi granicami, który wypełnia prawo państwowe, mniej lub bardziej wspólna historia, jakieś zależności, pewne tradycje, a kiedy także systemy gospodarcze czy sprawnie funkcjonująca sfera edukacji. I w sumie gdyby dziś definiować państwo wirtualne to by było tyle. Bo trudno mówić o stałych mieszkańcach czy ideach. Ci i te pływają. Jak więc długo ten model może być wydajny? Dziś, to prawda, sprawdza się w Bialenii, Dreamlandzie czy Sarmacji, ale poza nim pozostaje kilkanaście państwowości, które czekają niewesołe perspektywy.
Dlatego zaczęły się pojawiać na Pollinie dwojakie głosy. Jeden mówi o tym, że należy się łączyć, stowarzyszać, budować szerokie porozumienia, które de facto odeślą stare kraje do kronik. Drugi zaś opozycyjnie mówi o potrzebie większego zachowania swego dorobku, aktywniejszego budowania własnej narracji, itd. Każda z tych postaw wydaje się mieć dobre strony. Przy czym każda jest faktycznie adresowana do różnych osób. Nie powiem dziś jednoznacznie, że izolowanie się jest złe, ale i nie powiem, że złe jest szukanie szerokiego porozumienia i przedefiniowanie wirtualnej zabawy. Jednak zastanówmy się jakie dają nam one opcje.
Duch kosmopolityczny daje nam możliwość zbudowania wspólnej narracji, w której dużą rolę odgrywać by mogły samorządy, przy czym pula osób aspirujących do posad centralnych bardzo by wzrosła co dałoby niebanalny wzrost aktywności politycznej i wewnętrznej narracji. Zagrożeniem jest tu głównie ambicja dzisiejszych "władców", którzy "władają imperiami" jak Pollin długi i szeroki, oraz, co chyba ważniejsze, trudność z jaką bylibyśmy gotowi odłożyć na półkę cześć swej tradycji, kultury i historycznej państwowości.
Andrzej Swarzewski:
Dlatego apeluję do wszystkich mikronacji, jednoczmy się. I nie chodzi tutaj o politykę inkorporacyjną, o anschlussowanie wszystkiego wokół. Wystarczy stowarzyszenie się. Hasseland przed zjednoczeniem z Bialenią ledwo dychał, rozważano nawet zakończenie państwowości. A teraz, po niecałym roku współpracy, to jeden z najaktywniejszych regionów mikroświata. Hasselandczycy mają z kim współpracować i z kim rywalizować. Zyskali przyjaciół i przeciwników (którzy też są motywacją do pracy), którzy tchnęli w nich nową energią. Bialenia też niezwykle zyskuje na tej współpracy. Bez pozytywnej aktywności Hasselandu nasz kraj nie byłby tak dynamiczny i emocjonujący. Czasem trzeba się ścierać, od czasu do czasu przyda się nawet jakiś większy flejm. Najważniejsze, żeby nie zanudzić się w małej, "elitarnej" grupce.
Duch izolacjonistyczny oferuje nam przede wszystkim bezpieczeństwo narracji opartej o nasze tradycje, promowanie określonego modelu państwowości i kultury. Daje nam również opcje łatwiejszej identyfikacji się z takim państwem. Z drugiej strony zagrożeniem jest tu przede wszystkim nuda — w pewnym momencie zaczyna wymierać życie polityczne (tworzą się synekury, brak zastępowalności), za nim życie kulturalne, itd. Obok tego poważny problem to znaczne ograniczenie puli demograficznej. Taki kraj staje się niebezpiecznie wsobny, a jednocześnie ma problem z akceptacją osób z zewnątrz.
Frederick Hufflepuff:
Nie ma powodów, by na siłę ratować wszystkie upadające, a właściwie upadłe, państwa polskiego mikroświata. Obawiam się, że wkroczyliśmy w czas wzmożonej chęci ratowania wszystkich i wszystkiego, nie pytając o to nikogo. Żeby La Palmę uratować, a nie mam pojęcia, czy wskrzeszanie kraju przez inne jest rzeczywiście ratunkiem, czy działaniem zbędnym, należy najpierw zapytać tamtejszych obywateli, władze, ambasadora, ale także zorganizować w Bialenii referendum obywatelskie. Tak jak wspomniałem, Republika nie może "bawić się" w ocalenie całego v-świata, bo nam to nie wyjdzie na dobre i nie ma to szans powodzenia. Trzeba mierzyć siły na zamiary, kilkakrotnie się zastanowić, zanim się coś zrobi i przewidywać skutki poszczególnych kroków!
Czy możliwy jest model mieszany? Trudno go sobie wyobrazić. Chyba, że malując zupełnie fikcyjny obraz, doszłoby do zgody wszystkich zainteresowanych, podmiotów, w wyniku czego stara narracja stanowiłaby zamknięty już rozdział, a nowa, jako wspólna państwowość, otworzyłaby się de facto jako nowy, wspólny twór, bez obciążeń przeszłości — takie galaktyczne imperium (to oczywiście przerysowanie). Taki model wolny by był od strachu przed utratą pewnych właściwości (kultura, tradycja) bo te można by kultywować w ramach nowych składowych kraju, ale z drugiej strony zyskiwałby przede wszystkim trudną do przecenienia pulę demograficzną i nowe możliwości rozwoju i budowy państwowości. I tylko zniknąłby element zewnętrznych kontaktów.
I właśnie, czy dziś możliwe jest jednak zachowanie tego co mamy, ale przywrócenie cywilizującego kontakty pierwiastka polityki międzynarodowej? Czy istnieje możliwość zaistnienia organizacji politycznej, która funkcjonowałaby chociażby na zasadach zbliżonych do sportowej MUP, ale z tą różnicą, że decyzje przez nią podejmowane byłyby wiążące dla państw członkowskich i ich władz? Czy taki model mógłby spowodować, że ta trochę nierealna wizja wspólnej państwowości mogłaby w części zostać spełniona, a dzięki temu atrakcyjność wirtualnego świata, Pollinu, znów nieco podniesiona i pozwalająca na wspólne duże projekty, jak choćby całkiem realna promocja?
Robert Janusz von Thorn, Prezydent MUP, redaktor "Obserwatora Sarmackiego"