WYDANIE NR 50/2
z dnia 25 kwietnia 2016r.
W numerze:
Eddard Noqtern, Lider Wspólnoty Rozwoju, Król Hasselandu: "Prezydent de Medici ma bardzo dobrą opinię"
"Naczelny Felieton": Obywatelska Wspólnota Demokracji
Andrzej Swarzewski, były Prezydent, szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych: "Jesteśmy gotowi na poprawę stosunków z Sarmacją"
Wyjątkowa rozmowa Fredericka Hufflepuffa z Heinrichem Hewretem Wettinem - O początkach w mikroświecie, przygodzie, polityce i Bialenii...
Artykuł Marcela Hansa z Trizondalu: "Orientyka razem"
Artykuł Jana Lubomirskiego o kugarskich zapędach imperialnych
"Naczelny Felieton": 50 kłamstw, prawd i smaków polityki, czyli wybrane najlepsze cytaty z dotychczasowych wydań gazety
Wybór numeru


Eddard Noqtern, Lider Wspólnoty Rozwoju, Król Hasselandu: "Prezydent de Medici ma bardzo dobrą opinię"
Dzień dobry, kłaniam się Eddardowi Noqternowi, byłemu Prezydentowi Bialenii i prawdopodobnie przyszłemu liderowi Wspólnoty Rozwoju.
Witam serdecznie Panie Redaktorze.
 
Spotykam się z Panem na łamach jubileuszowego wydania naszej gazety. Jak ocenia Pan rolę "wBialenii" w kształtowaniu bialeńskiego i mikronacyjnego rynku medialnego? Nasze pismo ma wpływ na sytuację polityczną w kraju? Jest obiektywne?
 
Wydaje mi się, że o ile wBialenii wywiera niewielki wpływ na cały mikronacyjny rynek medialny, to na pewno bardzo duży na rynek krajowy. Jest to tak naprawdę jedyna stale aktywna gazeta bialeńska. Z pewnością przyczynia się więc do kształtowania światopoglądów i zdobywania informacji Bialeńczyków, ale też gości zagranicznych o Bialenii. Wpływ na sytuację nie jest duży, gdyż gazeta skupia się na dość obiektywnych relacjach, a nie na spekulacjach i tworzeniu opinii.
 
Przejdźmy zatem do świata polityki. Bialenia wybrała nowego Prezydenta - Alberto de Mediciego (kandydata Obywatelskiego Przymierza Bialenii, popieranego przez Bialeńską Partię Demokratyczną i nieistniejące już Radykalne Centrum). Powołał skład rządu i wygłosił krótkie expose. Jest Pan zadowolony z wyniku wyborów? Dlaczego nie udało się wygrać pretendentowi Wspólnoty Rozwoju Frederickowi Hufflepuffowi?
 
Na pewno nie jestem mocno zawiedziony wynikami. Mieliśmy takie szczęście, że oboje kandydatów uczestniczących w II turze byliby moim zdaniem dobrymi prezydentami. Oczywiście jako kolega partyjny i kandydat na Wiceprezydenta popierałem Fredericka Hufflepuffa i to jemu życzyłem zwycięstwa. Niestety się nie udało. Być może dlatego, że Alberto de Medici ma bardzo dobrą opinię i dłuższy staż w Bialenii.
 
Czy nie postąpił Pan zbyt arogancko i nieodpowiednio w stosunku do Hufflepuffa, przyjmując propozycję objęcia urzędu ministra kultury w gabinecie jego kontrkandydata? Medici proponował Panu już wcześniej tę posadę? Był Pan pewny zwycięstwa kandydata OPB?
 
Wydaje mi się, że nie postąpiłem źle, ani arogancko. Kiedy wybory się skończyły, a wynik został przedstawiony, Panowie przestali być rywalami. Propozycję objęcia urzędu dostałem już po zaprzysiężeniu Pana Prezydenta. Uważam, że jako minister kultury mogę przyczynić się do rozwoju i wzrostu aktywności Bialenii, dlatego nie widziałem powodów do odmowy Prezydentowi. Czy byłem pewny zwycięstwa Alberta? Chyba tak... Od początku wydawało się, że jego przewaga jest bardzo duża i nie ma szans na jego porażkę. Aczkolwiek do końca liczyłem, że może jednak byłem w błędzie.
 
Przyzna Pan, że sztab wyborczy Hufflepuffa chyba wierzył w to samo i nie zdawał sobie sprawy, że istnieje możliwość zwycięstwa ich kandydata.
Co z nowym Rządem? Myśli Pan, że ministrowie nadają się na stanowiska, do których ich dobrano, że dadzą radę?
 
Trudno mi wypowiadać się za cały sztab, ale zdaje się, że nie pracował on zbyt aktywnie. Wydaje mi się, że nowy Rząd jest bardzo dobry. Przede wszystkim, dlatego że ministrami są osoby wysoce aktywne i zaangażowane w Bialenię, a także z niemałym doświadczeniem. Po takim Rządzie można spodziewać się wiele dobrego. Na efekty poczekamy, chociaż już można obserwować pierwsze akcje ministrów i Prezydenta.
 
Tak jak nadmieniłem, jest Pan ministrem kultury. Co ma Pan zamiar osiągnąć na tym stanowisku? Jaki jest sposób, aby zaktywizować obywateli do kulturalnego działania? Powrócą inicjatywy takie jak Bialeńska Lista Przebojów?
 
Moim celem będzie właśnie aktywizacja mieszkańców. Będę starał się realizować to poprzez m.in. organizacje wszelakich możliwych konkursów, wydarzeń, dbanie o obchody świąt państwowych. Całą listę najbliższych planów można obejrzeć w ministerstwie, gdzie wszystko szczegółowo rozpisałem.
 
Powołał Pan również Ludowy Komitet Organizacyjny ds. Obchodów Święta Pracy. Każdy może się do niego zgłosić? Jak będą wyglądały obchody święta?
 
Wszystko napisane jest w ogłoszeniu. Każdy może zgłosić się do Komitetu, każdy może pomóc w organizacji święta pracy. Obchody będą wyglądały tak, jak zaprojektuje je Komitet, dlatego serdecznie zapraszam do niego wszystkich obywateli.
 
Co, Pańskim zdaniem, będzie charakteryzować prezydenturę Alberto de Mediciego i wyróżniać go spośród innych? Swarzewski miał spokój, Pan miał ponadprzeciętne chęci do działania, Wettin postępował niezwykle roztropnie, a Medici...?
 
Trudno dokonać charakterystyki tej Prezydentury na samym początku kadencji. Jednak możemy przyjrzeć się Albertowi de Medici - jest to osoba spokojna, niekonfliktowa, czasem mało aktywna, ale za to bardzo staranna i profesjonalna. Taka może być też jego kadencja. Ale nie zapominajmy, że głównym zadaniem Prezydenta jest zarządzaniem Rządu. Nie wiem jeszcze jak wypadnie JE w tej roli, ale mam nadzieję na to, że jak najlepiej.
 
Takie same nadzieje pokładał Pan w poprzednich włodarzach państwa? Jak określiłby Pan i opisał czasy rządów Aleksandry Izabelli Swarzewskiej-Dostojewskiej i Heinricha Hewreta Wettina?
 
Jeżeli chodzi o rządy poprzedniczki de Mediciego - nie. Po tak brutalnej i chamskiej kampanii w jej wykoaniu, a także znając poprzednie ekscesy Carycy można było domyślić się jak słaba będzie to Prezydent. Ale przyznam się, że nie spodziewałem się, że będzie aż tak źle jak było. Jeżeli zaś chodzi o Wettina - tak. Wiedziałem czego można się spodziewać po rządach Heinricha - profesjonalizmu, stabilizacji, spokoju - wydaje mi się, że to był dobry Prezydent na trudne czasy.
 
W takim razie bardzo dziękuję za rozmowę i liczę na kolejne w niedalekiej przyszłości. Do zobaczenia!
 
Również dziękuję, do zobaczenia, Panie Redaktorze.


"Naczelny Felieton": Obywatelska Wspólnota Demokracji
Szanowni Czytelnicy!
Niezmiernie cieszę się, że do Waszych rąk trafiła druga część jubileuszowego, a więc wyjątkowego, 50. wydania gazety "wBialenii". Nasze pismo cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem zarówno w kraju jak i poza jego granicami. Dziękuję za chęć lektury.
---
Tytuł felietonu nie jest przypadkowy i przesadzony. Na naszych oczach po raz kolejny rodzi się obywatelska, ponadpartyjna i ponadnarodowa wspólnota. Kiedy Prezydentem został Alberto de Medici y Zep, wiadomym było, że szybko zajmie się powołaniem rządu i wygłoszeniem expose. Nie czekał na reakcje polityków i mediów, choć te pierwsze pojawiły się ekspresowo i były całkiem pozytywne. W skład gabinetu Mediciego weszli eksperci w swoich dziedzinach, Bialeńczycy (i nie tylko) wyjątkowi i nietuzinkowi. Ministrem spraw zagranicznych został kilkukrotny Prezydent Bialenii i jeden z jej protoplastów Andrzej Swarzewski (niezależny). Na szefa Ministerstwa Kultury powołano Eddarda Noqterna, byłego włodarza i obecnego Króla Hasselandu (Wspólnota Rozwoju). Ministrem Propagandy został Ametyst Faradobus, a spraw wewnętrznych Iwan Pietrow-Dostojewski (dawniej Kim Myong Won), niegdysiejszy pretendent do fotela Prezydenta (przegrał w starciu z Aleksandrą Izabellą Swarzewską-Dostojewską). Tekę Wiceprezydenta otrzymał zaś Severino Castiglioni, neutralny duchowny. Nie ma na tej liście ludzi niekompetentnych, zwłaszcza, że wkrótce do tego zacnego grona dołączy legendarny Marszałek Sił Zbrojnych Ronon Dex. Medici reprezentuje w Bialenii nurt opanowania, spokoju i zrównoważonego rozwoju. Jest w nim naturalnie miejsce dla kraju silnego, niepodległego, suwerennego, integralnego terytorialnie i w pełni niezależnego, ale jednocześnie kraju starającego się utrzymywać poprawne relacje z innymi, nawet z Księstwem Sarmacji. Medici jest członkiem Obywatelskiego Przymierza Bialenii, założonego przed kilkunastoma dniami. Ta przynależność się jednak sama nie narzuca, nie jest natarczywa, nie wydaje się być tak wyrazista jak Eddarda Noqterna, gdy piastował najwyższe stanowisko w Republice. Niektóre pomysły nowego włodarza może i są oryginalne, np. choćby połączenie funkcji szefa Ministerstwa Obrony Narodowej i Marszałka Sił Zbrojnych, ale chyba przemyślane i przygotowane. Plan Pracy jest ułożony szczegółowo i tak jak wspomniał Maciej Kamiński, "jeśli będzie realizowany, to Prezydent odniesie sukces".
Pewnie nie dojdzie do fuzji OPB, WR i BPD, bo nie ma do końca takiej potrzeby (wszak pluralizm i wielość są istotne), ale wcale nie musi to tak wyglądać. Wystarczy zgoda, wspólnota, obywatelskość i demokracja. Zjednoczmy się pod hasłem Prezydenta - Viva Bialenia!
Frederick Hufflepuff, redaktor naczelny


Andrzej Swarzewski, były Prezydent, szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych: "Jesteśmy gotowi na poprawę stosunków z Sarmacją"
Witam serdecznie Andrzeja Swarzewskiego, trzykrotnego Prezydenta Republiki Bialeńskiej, Ministra Spraw Zagranicznych w nowym rządzie nowego Prezydenta Alberto de Mediciego.
Dobry wieczór, Panie Redaktorze.
 
Zapytam wprost - o takich wynikach wyborów prezydenckich Pan marzył, Alberto de Medici będzie dobrym Prezydentem?
 
Nie ukrywam, że w drugiej turze zagłosowałem na Alberto de Mediciego, choć w pierwszej poparłem Tomasza Bagrata. Ciężko tu mówić o spełnieniu marzeń, jednakże myślę, że Alberto poradzi sobie na tym stanowisku. Oby obecny entuzjazm nie wygasł zbyt szybko, bo zdarzały się już takie prezydentury.
Fredericka Hufflepuffa nie poparłem przede wszystkim ze względu na jego przynależność partyjną. Mam jednak nadzieję, że kiedyś jeszcze zasiądzie na fotelu prezydenckim.
 
Ale wie Pan, że podczas II tury Hufflepuff nie był już liderem Wspólnoty Rozwoju... W takim razie, co Pan sądzi o składzie nowo powołanego rządu? Jakie Pan ma w tym gabinecie główne cele, zamierzenia i pomysły do realizacji?
 
Obecna Rada Ministrów jest pierwszym nieupolitycznionym rządem od dłuższego czasu. Wszyscy moi koledzy są profesjonalistami, choć z niektórymi z nich nie zgadzam się w wielu sprawach politycznych. Mam jednak nadzieję, że Książę Prezydent będzie potrafił skupić nas wszystkich wokół wspólnej sprawy - Bialenii. Moim celem jest jak najlepsze wypełnianie obowiązków. Obecny rząd jest nazywany w kuluarach "rządem jedności narodowej" i choć to może pewna przesada, to myślę, że jego misją rzeczywiście jest w dużej mierze stabilizacja i wyprowadzenie Bialenii na prostą, po burzliwej kadencji Aleksandry, krótkich rządach Heinricha Wettina, całkowitej nieaktywności Taliba i pełnym politycznych wojen urzędowaniu Eddarda Noqterna.
 
Czyli przewiduje Pan zwrot w relacjach z Ksiestwem Sarmacji? Alberto de Medici ma szansę zostać najlepszym Prezydentem w historii?
 
Niemalże wszystko zależy od strony sarmackiej. Bialenia od bardzo długiego czasu wyraża chęć poprawy stosunków z Księstwem Sarmacji, które jednak pozostaje niewzruszone. Jeśli Książę Prezydent wyda mi takie polecenie, to podejmę kolejną próbę nawiązania relacji. Na chwilę obecną nie wiem, jak zapatruje się na tę kwestię. Nie rozmawialiśmy jeszcze o stosunkach bialeńsko-sarmackich, co pokazuje, jak drugorzędne znaczenie ma dla nas ta kwestia. Na drugie pytanie będziemy mogli odpowiedzieć dopiero za kilkanaście tygodni, po zakończeniu kadencji. Oczywiście, że ma taką szansę, jak każdy inny prezydent.
 
Istnienie zakończyła partia Radykalne Centrum, której był Pan założycielem. Jak ocenia Pan obecny wygląd bialeńskiej sceny politycznej? Czy konflikt zawsze będzie ograniczał się do walki interesów środowiska Wspólnoty Rozwoju i Obywatelskiego Przymierza Bialenii?
 
Liczę na to, że na naszej scenie politycznej nie będzie dochodziło zbyt często do walki interesów. To smutne, że poszczególne stronnictwa kierują się własnymi interesami, podczas gdy wszyscy razem powinniśmy dbać o interes Republiki i państw stowarzyszonych. Wszystkie środowiska polityczne, zwłaszcza Wspólnoty Rozwoju i Obywatelskiego Przymierza Bialenii powinny dążyć do porozumienia i wspólnie starać się rozwijać Republikę. Chciałbym, żeby rywalizacja ograniczała się do niedługiego okresu przed wyborami parlamentarnymi, a nie trwała cały czas. Miejscem kulturalnej wymiany poglądów powinien być Parlament, natomiast władza wykonawcza powinna być całkowicie wolna od upolitycznienia. Prezydent i Ministrowie to urzędnicy państwowi, którzy powinni skupiać się na wypełnianiu obowiązków, a nie politycznych przepychankach. Ogół społeczeństwa poza czasem kampanii wyborczej również powinien skupiać się na dziedzinach innych niż polityka.
 
A czy Pan nie przyczynia się czasem do zaogniania sytuacji? Czyż nie każdy z obywateli powinien uderzyć się w pierś i obiecać niewytykanie błędów z przeszłości swoim politycznym przeciwnikom? Czy klimat ponadpolitycznej i ponadpartyjnej zgody, który kiedyś był domeną państwa, ma jeszcze w ogóle szansę zaistnieć w najbliższym czasie?
 
A może poda Pan przykład tego, jak przyczyniam się do zaogniania sytuacji?
Odnośnie propozycji oddzielenia przeszłości grubej kreską, jestem zdecydowanie przeciwny. Każdy ponosi pełną odpowiedzialność za swoje czyny i decyzje, nie da się tego całkowicie przekreślić i zapomnieć.
Klimat ponadpartyjnej zgody trzeba realizować, a nie o nim debatować. Książę Alberto de Medici zrobił najwięcej w tym kierunku, powołując ponadpartyjny rząd.
 
Chyba zgodzi się Pan jednak, że utworzenie ponadpartyjnego rządu nie jest równoznaczne z utworzeniem ponadpartyjnego klimatu...
 
Owszem, ale jest to pierwszy krok ku temu. Gdy przedstawiciele wielu partii wchodzą w składu rządu i tworzą jedną drużynę, to współpraca ta przekłada się także na pozostałe dziedziny życia. Alberto de Medici wyciągnął rękę do wszystkich obozów politycznych. Pytanie tylko, czy jego ręka nie zostanie odtrącona. Ale to nie zależy już od niego.
 
A w jaki sposób miałaby zostać odtrącona? Może już została?
 
Nie zauważyłem, żeby już została odtrącona. A w jaki sposób mogłaby zostać? Poprzez odmowę współpracy i utrudnianie pracy rządu, jak miało to miejsce w trakcie kadencji Aleksandry Dostojewskiej-Swarzewskiej.
 
Świetnie, że Pan o tym wspomniał. Jak Pan ocenia tę prezydenturę? Czy Pańska żona podolala zadaniu? Aż ponad 80% społeczeństwa domagało się jej dymisji...
 
Niestety, ale z przykrością muszę stwierdzić, że nie podołała. Pomimo dobrych chęci i nie najgorszego początku, dała się podpuścić opozycji... A przy Jej wybuchowym i lekko zwariowanym charakterze doprowadzenie Ją do kontrowersyjnych działań nie było trudne, co opozycja nieuczciwie wykorzystała. Niestety, mimo wszystkich okoliczności łagodzących, ponosi ona pełną odpowiedzialność za próbę aneksji Teutonii, próbą aresztowania opozycji oraz całkiem nieuzasadniony drugi stan wyjątkowy. Szkoda, że Jej kariera zakończyła się w ten sposób, ale nic nie mogłem na to poradzić.
 
Czyli co przeważyło szale - bunt opozycji czy działania Prezydent?
 
Nie podejmuję się odpowiedzi na to pytanie. Zawiodłem się na obu stronach konfliktu, ale nie ma sensu tego rozpamiętywać. Trzeba działać dalej, Bialenia wybacza wszystkim swoim dzieciom.
 
Piękne zdanie, ale co ono w praktyce oznacza? Nawet zdrajcy narodu można przebaczyć?
 
Oczywiście, jeśli szczerze żałuje. Oczywiście przebaczenie nie równa się anulowaniu wszystkich win, bo na to trzeba zasłużyć długotrwałą, solidną pracą. Uważam, że wymiar sprawiedliwości nie powinien eliminować z życia publicznego osób, które zrobiły coś złego. Jeśli nie zagrażają one państwu, to kara powinna ograniczyć się do chłosty oraz publicznego potępienia przestępstwa.
 
Czy dziś mógłby się Pan przyznać do jakiegoś wielkiego błędu, związanego z nieslusznym wyeliminowaniem którejś z osób? Była taka sprawa, która poważnie wstrząsnęła Pana sumieniem?
 
Jeśli dobrze pamiętam, to nie sprzeciwiłem się tylko wyeliminowaniu Stanisława Klepki oraz którejś z postaci Grutina. Obaj nie chcieli uczestniczyć w bialeńskim życiu społecznym. Grutina nawet kilkukrotnie zachęcałem do złożenia wniosku o ułaskawienia, jednakże odmówił. Więc nie, nie uważam, żebym ponosił odpowiedzialność za niesłuszne wyeliminowanie jakiejkolwiek osoby.
 
Konstanty Jerzy Michalski nazwał nasze pismo "klamliwym". Jak Pana zdaniem gazeta "wBialenii" wpływa na sytuację polityczną w kraju?
 
Gazeta "wBialenii" bez wątpienia jest lekko stronnicza, ale to w zasadzie dobrze. Pisma publicystyczne są zdecydowanie ciekawsze od typowego kronikarstwa, które w zasadzie niczego nie wnosi. Uważam, że to bardzo dobrze dla Bialenii, że istnieje tak aktywne medium.
 
Wróćmy jeszcze na chwilę do sytuacji międzynarodowej. Ministrowie spraw zagranicznych Sarmacji i Trizondalu podpisali wspólną deklarację o wzajemnej pomocy i współpracy. Jak ocenia Pan takie kroki? Czy to prawda, że przyczynią się do wzrostu polskiego mikroświata? Co taka deklaracja oznacza dla Bialenii?
 
Sama deklaracja nie znaczy nic dla Bialenii, ale wzrostu polskiego mikroświata. Podstawowym pytaniem jest, jakie działania z tego wynikną. Myślę jednak, że każda współpraca na Pollinie powinna nas cieszyć, ponieważ to jedna z niewielu możliwości, aby zatrzymać proces kurczenia się naszej wspólnoty.
 
Bardzo dziękuję za wywiad. Do widzenia!
 
Bardzo dziękuję również.


Wyjątkowa rozmowa Fredericka Hufflepuffa z Heinrichem Hewretem Wettinem - O początkach w mikroświecie, przygodzie, polityce i Bialenii...
Fredericku, skąd dowiedziałeś się o mikronacjach? Jak powstało SiB oraz dlaczego wcześniej nazywałeś się Cristian Flachbett, potem Frederick Stutthof, a teraz Frederick Hufflepuff?
O mikronacjach dowiedziałem się z pewnej strony internetowej. Niestety, nie pamiętam jej nazwy. Wiem, że szukałem jakiejś ciekawej gry lub portalu, który by mnie zainteresował i zajął choć trochę mojego wolnego czasu. Wtedy miałem go nieporównywalnie więcej niż teraz, ale i tak nie narzekam. Moją pierwszą mikronacją była Klindia, potem działałem w Królestwie Wurstlandii, następnie założyłem Santanię i Burgię. Po jej upadku, miałem kilkumiesięczną przerwę. Próbowałem swoich sił w Nordii, ale Bialenia dała mi dopiero poczucie spokoju, stabilizacji i satysfakcję.
 
Santania i Burgia powstała w lecie 2011 r. jako Zjednoczone Królestwo Santanii i Burgii. Stworzyłem to państwo z moim przyjacielem, Michaelem Amadeuszem Rutzeldorfem. Tak jak wspominałem, mieszkaliśmy razem w Wurstlandii, a później wyemigrowaliśmy i staraliśmy się wprowadzić do świata polskich mikronacji powiew świeżości i nowości. Santania i Burgia kilkakrotnie zmieniała ustrój, kilkukrotnie przywódców i ich tytuły, a zakończyła swoje istnienie w połowie 2014 r.
 
Tak jak mówisz, najpierw nazywałem się Cristian Flachbett (było to w czasach mojej prezydentury w Republice Santanii i Burgii), potem Frederick Stutthof i ostatecznie, już w Bialenii, Frederick Hufflepuff. Myślę, że najfortunniejsze jest to ostatnie nazwisko i w jakiś sposób zbudowałem na nim pewną popularność.
 
Tak więc teraz moja kolej na pytanie - jak Ty zaczynałeś swoją mikronacyjną karierę? Czy było to we Victorii? I jak wspominasz okres swojego życia w tym kraju?
 
Nie, moja przygoda zaczyna się w 2009 roku w Republice Wirtualnego Świata, a rozwój mojej wirtualnej kariery tam przypada na lata 2010-2012. Początkowo nie pełniłem żadnych stanowisk państwowych, ani nie wyróżniałem się niczym szczególnym - po prostu brakło mi wiedzy i umiejętności, aby uprawiać politykę. Jakoś na początku 2011 roku moje pierwsze stanowisko, jakie pełniłem w RWŚ to notariusz sądowy. Miałem okazję poznać dokładnie struktury sądownictwa tegoż kraju oraz zasadę jego działania, w tym zapoznać się z ustawami i nauczyć się specyficznego języka, jakim trzeba posługiwać się w aktach prawnych.
 
Z czasem awansowałem, z notariusza stałem się sędzią. Wymiar sprawiedliwości RWŚ miał to do siebie, że był bardzo rozbudowany, jednak okres świetności Republiki już przemijał, to też zaczęło brakować osób. Bowiem istniały takie instytucje, takie jak Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, Sąd Rodzinny, Sąd Karny, Prokuratura oraz Policja. Wspomniany już problem demograficzny przyczynił się do ograniczenia tych instytucji do Kolegium Sprawiedliwości (który był podzielony na mniejsze wydziały, a zamiast 5 prezesów każdego z sądów, był jeden prezes Kolegium Sprawiedliwości - gdzie tę funkcję miałem zaszczyt piastować przez krótki okres czasu) oraz do Prokuratury (który również dzielił się na wydziały - śledczy, który szukał przestępstw w myśl kodeksu karnego RWŚ i sądowniczy, który przygotowywał wnioski do sądu, a tamtejsi prokuratorzy występowali jako oskarżyciele publiczni). Ostatecznie tak się stało, że było najwyżej 2-3 sędziów oraz 2 prokuratorów.
 
Idąc chronologicznie - zapewne wszyscy pamiętacie rozdzielenie RWŚ jako gry, od mikronacji. Inicjator tego zdarzenia, Ciaran van Scharfschuetze żyje do dzisiaj w Trizondalu. Jeśli jednak nie słyszeliście, to zachęcam do zapoznania się. Jakoś w pierwszym kwartale (bądź drugim, dokładnie nie pamiętam, nikt nie spisywał wydarzeń w RWŚ i ich nie archiwizował) wybory prezydenckie wygrał Price Rosenberg, który to Ciarana powołał na funkcję wiceprezydenta (właściwie od dłuższego czasu Ciaran sprawował ten urząd). Największym zgrzytem było to, że RWŚ sama sobie uznawała się za mikronację, jednak państwa wirtualne z "prawdziwego zdarzenia" nie uznawały Republiki Wirtualnego Świata za mikronację. Z prostego powodu - RWŚ była grą z regulaminem oraz z administracją, którą to była prywatna firma (praktycznie to było tak, że regulamin gry swoim życiem, a przepisy RWŚ swoim). Dodatkowo występowały w niej mini-płatności, w postaci diamentów, które dawały dodatkowe przywileje.
 
Jakoś w połowie 2011 roku doszło do wspomnianej rewolucji - Trizondal i Sclavinia uznały "secesję" Republiki Wirtualnego Świtu (jako mikronacji) od Republiki Wirtualnego Świata (jako gry). Odtąd zwolennicy mikronacji odeszli do Jantaru (do dzisiaj istniejąca mikro-wspólnota w Trizondalu, stolicy Świtu) od zwolenników gry. Ja odpowiedziałem się za tymi drugimi, praktycznie byłem przyzwyczajony do tego stanu rzeczy, tj. do realiów gry. Doszło do wydalenia Price'a oraz Ciarana z gry, a rządy w państwie objął Szef Sztabu Generalnego Wojska Republiki Wirtualnego Świata - Kleszczyk Adonju. Miałem zaszczyt członkostwa w jego rządzie - jako minister informacji, a potem jako wiceprezydent, a ostatecznie jako pełniący obowiązki prezydenta. Wcześniej wiceprezydentem w rządzie Adonju był Pikeros McPersil (mój v-krewniak, dokładniej w relacji v-brat, później premier Królestwa (bądź Republiki) Francji, w tej w której rządzili Catalanowie), jednak z powodu wakatu funkcji prezesa w Kolegium Sprawiedliwości, zrezygnował z bycia wiceprezydentem. Potem zrezygnował z tej funkcji i gdzieś przepadł...
 
Wracając do mnie, po rezygnacji Pikerosa z zastępcy głowy państwa, tę funkcję powierzono mi. Było już wszystko zaplanowane - Kleszczyk Adonju zrezygnuje z pełnienia obowiązków prezydenta RWŚ, obowiązki te przejdą na mnie i mam rozpisać wybory prezydenckie na wrzesień 2011 r. Funkcję objąłem gdzieś na przełomie lipca/sierpnia 2011 r. i pełniłem ją do czasu wyboru nowego prezydenta. Po wyborach zostałem powołany na prokuratora generalnego (jeszcze w międzyczasie pełniłem funkcję komornika), funkcję tę pełniłem w okresie wrzesień 2011 - luty 2012, dokładnie nie pamiętam. Po nowym roku 2012 r. odszedłem z RWŚ na rzecz Republiki Victoria.
 
Jeśli chodzi o moje relacje i więzi w Republice Wirtualnego Świata, to nazywałem się tam Byrek Waldorf-Wolski, zostałem usynowiony przez Katatonię i Bluekrk Wolskich. Wiem, że miałem kilku v-braci, jednak akurat w pamięci pozostał mi Pikeros McPersil. Również dalej byłem spokrewniony z rodziną van Scharfschuetze, w tym z samym Ciaranem. Niestety, z żadną dotąd osobą z RWŚ nie utrzymuję kontaktu - jakoś to wszystko przeminęło, wykruszyło się. Szkoda.
 
Wspomniałem o Republice Victoria - tak, po rezygnacji z RWŚ przeszedłem do mikronacji z prawdziwego zdarzenia - Republiki Victoria, budującego się dopiero państwa i "tygrysa Orientyku". Z RWŚ zrezygnowałem, ponieważ działy się tam cuda na kiju - przekręty, nieznany administrator o infantylnym zachowaniu, ogólnie dziecinada. Szkoda było czasu, zwłaszcza że nie należałem do nowo powstałego wtedy układu. Trzeba też wspomnieć, że w RWŚ wszystko było w porządku do czasu zniknięcia nowo wybranego prezydenta we wrześniu 2011 r., a był nim mój v-ojciec Bluekrk Wolski. Nie wiem co się z nim stało, przestał wchodzić na Gadu-Gadu, aż w końcu zgubiłem gdzieś jego numer.
 
Pisałem o Republice Victoria. Zamykamy już rozdział związany z Republiką Wirtualnego Świata, przechodzimy do okresu luty 2012 r. i późniejszego. Tak więc w Victorii znajdował się pewien mój znajomy - Gliven Sorve (w RWŚ znany jako werim0192 albo jako Winhert), król (albo tam prezydent, ustrojstwo ciągle zmieniało ustrój) Intelowa, które dopiero co przyłączyło się do Victorii jako kraj związkowy. Postanowiłem więc zacząć swoją karierę w mikronacji od samorządu - właśnie od Intelowa. Początkowo byłem zarządcą dawnej stolicy tegoż kraju - Gerwenu. Potem dostałem się do odpowiednika rady samorządu, którego to oryginalnej nazwy nie pamiętam. Zanim jednak rozpoczęliśmy kadencję, radę rozwiązane według "widzimisie" Glivena. Potem on sam gdzieś znikł i przepadł. Intelowo stało się integralną autonomią Victorii.
 
Pewnego słonecznego dnia postanowiłem spróbować swoich sił we władzach centralnych. Zapisałem się do Bloku Obywatelskiego pod kierownictwem Roberta Śledziowskiego (później Hans, a ostatecznie Schmitz - tak to on, człowiek legenda). Poznałem tam osobiście Roberta oraz paru innych działaczy Bloku, w tym Tomasza Weerlanda-Wettina (wówczas nazywał się Tomasz de Viciano). Ze sceny politycznej RV również bardzo dobrze pamiętam Rudolfa Schultza - orędownika dynamicznego rozwoju gospodarki Victorii. Państwo prosperowało, świetnie się rozwijało. Była Gazeta Victoriańska (strona istnieje do dzisiaj), która to nazywała Victorię "tygrysem Orientyku". Rzeczywiście, aktywność była duża - przeliczano ją na PKB państwowe. Na wykresach w porównaniu z innym państwami kontynentu wschodniego Victoria wypadała świetnie
 
Jednak jakoś w połowie 2012 r. (pod koniec wakacji, jakoś w sierpniu) coś się popsuło. No tak, yoyo.pl przestało działać i hostować strony internetowe. Co za pech, wszystko stracone. Po rozpoczęciu roku szkolnego secesję ogłasza Królestwo Mikronalezji z Mateuszem Schmitzem na czele (syn Roberta, jego oryginalnego nazwiska już nie pamiętam). Jakoś w listopadzie znajduję czas i spieszę się na ratunek ojczyźnie (Robert gdzieś wsiąkł, pojawia się w grudniu 2012 r. po stworzeniu nowego forum dla Victorii przeze mnie). Przyłączam z powrotem Mikronalezję do Republiki Victoria, 29 grudnia 2012 r. ogłaszam nową konstytucję, a w styczniu 2013 r. staję się legalną głową państwa - chyba nawet najdłużej w historii Victorii. W międzyczasie dochodzi do przyłączenia Santanii i Burgii do Victorii jako kraju związkowego - pojawiają się takie postacie jak Nikolai Petrović (dzisiejszy Nasz bialeński Markus Wettin), Michael Amadeusz Rutzeldorf oraz Ty - Fredericku, jako Cristian Flachbett. W marcu 2013 r. Robert Schmitz zostaje prezydentem Trizondalu (gdzieś po krótkim czasie znika już na dobre), a w kwietniu ja rezygnuję z prezydentury, a władzę w Victorii obejmuje Józef Raczyński (ten z II RP). W kraju pojawia się Ardal Coehoorn (dzisiejszy Roland Heach w Księstwie Sarmacji), który nawołuje do zmiany ustroju Victorii. Tak też w czerwcu 2013 r. obywatele postanowili - zmieniamy ustrój (ja wtedy obserwowałem sytuację z boku, nie uczestniczyłem w tych wydarzeniach). Początkowo to ja miałem być królem nowego królestwa, jednak ostatecznie to szczęście spada na Ardala (który przybiera imię Fryderyk August). Tomasz Weerland-Wettin zgadza się przyjąć Ardala, mnie i Nikolaia do dynastii Wettinów - ja przyjmuję imię Willem Heinrich Passepartout von Wettin, a Nikolai po prostu Markus Wettin. Byłem następcą tronu Królestwa Victorii.
 
Żywot Królestwa Victorii był krótki - niespełna 3 miesiące, 3 września 2013 r. to ciężki dzień. Jednak nie wyprzedzając fakty, to Victorią szastały nastroje nacjonalistyczne ze strony Santanów i Burgów, o czym, Fredericku, zdajesz sobie świetnie z tego sprawę... Fryderyk August ogłasza koniec królestwa, a ziemie na Orientyce przekazuje Santanii i Burgii.
 
Rozdział pt. "Republika/Królestwo Victoria" się zamyka. Wspomina dobrze ten okres, wiele się nauczyłem (podobnie jak w RWŚ). Szkoda tylko, że po zniknięciu Schmitza Victoria nie miała prawa przetrwać - mikronacja ta była pozbawiona obywateli, w rozumieniu jako patriotów.
 
Potem ja zrobiłem sobie urlop od mikroświata, potem tułałem się po mikroświecie, pojawiałem się tu, i tam. W międzyczasie Markus namówiłem mnie na założenie Santańskiej Republiki Socjalnej, jednakże stwierdziłem, że nie ma to sensu - mieszkańcami SRS stają się te same osoby, które były obywatelami Victorii. Ardal się wkurza i idzie do Sarmacji, gdzie zmienia dane personalne na Rolanda. Pewnie się do tego nie przyznaje, w sumie jemu się nie dziwię.
 
W lutym 2014 r. pojawiam się w Bialenii i wspólnie z Markusem ogłaszamy powstanie Autonomii Jahołdajewszczyzny. Kolejny rozdział o nazwie "Bialenia" w trakcie kreacji...
 
A teraz pytanie do Ciebie - Jak myślisz, dlaczego zaliczyłeś wtopę w Al Rajnie podczas organizacji szczytu M-6 oraz dlaczego akurat tam? Czy można było tam uniknąć? Oraz jak oceniłbyś swoją wiedzę i umiejętności jako dyplomata?
 
Szczerze mówiąc, wiedziałem, że ta sytuacja zostanie tutaj nadmieniona. (śmiech) Muszę przyznać, że to jedna z największych, najciekawszych tego typu dyplomatycznych afer w historii dziejów polskiego mikroświata.
 
Wszystko zaczęło się od organizacji przez Santanię i Burgię Szczytu M-6. Republika znajdowała się wtedy pod opieką Wspólnoty Mikronacje Pavla Abramovicia. Wspólnota w momencie swojej świetności zrzeszała kilka państw, m.in. Interland, Gaudium i właśnie SiB. Jako bodajże Prezydent (choć dokładnie nie pamiętam, jaką wtedy funkcję piastowałem...) wpadłem na pomysł stworzenia unikatowego, interesującego międzynarodowego formatu dyskusji w zamkniętym gronie. Ustaliłem, że będzie to formuła spotkania 6 państw, zaproszonych uprzednio osobiście przeze mnie. Stworzyłem plan imprezy, regulamin i oprawę medialną. Udałem się do paru mikronacji, np. do Trizondalu. W końcu przyszła także kolej na Federację Al Rajn. Te kontrowersje zaczęły się właściwie od momentu, w którym nazwałem kraj, do którego przybyłem, "Al-Rajnem". Zdziwienie gospodarzy było wielkie. Nikt nie uprzedził mnie, że w Al Rajn przestrzegane są tak radykalnie zasady savoir vivru, obycia i żelazna tytulatura. Nie miałem pojęcia, że muszę się zwracać do wszystkich pełnymi tytułami - nie znałem ich, więc nie stosowałem. Szkoda, że zostałem stamtąd wyrzucony, uznany jako persona-non-grata, a na drugi dzień po wizycie wyśmiany w tamtejszej prasie. Karykatury ze mną w roli głównej do dziś krążą po stronach związanych z Al Rajn.
 
Nie sądzę, aby wina leżała tylko po mojej stronie. Zdecydowanie do opisanego skandalu przyczyniła się również strona Federacji. Kłótnie ze mną były rozwijane przez najwyższe organy władzy, a mieszkańcy Al Rajn podburzali się wzajemnie przeciwko mnie i Santanii i Burgii, którą uważali za yoyonację (mimo kilku lat istnienia na międzymikronacyjnej scenie). Niefortunnie okazuje się dziś, że SiB jest dość pozytywnie zapamiętane przez mikronautów i na stałe zapisało się w kronice historii, a Al Rajn zmaga się z ogromnymi problemami z forum i stroną główną oraz członkostwem w Mikronacyjnej Unii Piłkarskiej, co spowodowane jest posiadaniem przez obywateli państwa kilkunastu botów.
 
Nie byłem wtedy dobrym dyplomatą - mogę to szczerze przyznać. Uważam, że aktualnie jest trochę inaczej i że to zmieniło się na lepsze. Chociaż myślę, że nigdy już w swojej karierze nie podejmę się piastowania funkcji szefa Ministerstwa Spraw Zagranicznych (uśmiech).
 
Heinrichu, co było i jest dla Ciebie najdziwniejsze w Bialenii? Kto, Twoim zdaniem, był jak dotąd najlepszym Prezydentem i dlaczego? Czy coś w Bialenii może się jeszcze gruntownie, gwałtowanie zmienić?
 
Co było albo jest dla mnie najdziwniejsze w Bialenii? W sumie to nie wiem, jakimi kryteriami miałbym się kierować, aby stwierdzić, że coś jest dziwne. W Republice Bialeńskiej, podobnie jak w innych wirtualnych państw, jak i również w tych rzeczywistych istnieją różne absurdy, tego nie da się uniknąć. Wspólnota jako dzieło tworzone przez kilka osób zawsze będzie miała różne ukierunkowana w zależności od sprawujących władzę faktyczną w danej wspólnocie. Tak też za każdym razem, jeśli będą jakieś zmiany, to jedne dziwactwa będą zanikać, a inne się pojawiać.
 
Jeśli miałbym wskazać palcem, kto był najlepszym prezydentem Republiki Bialeńskiej w moim odczuciu, to wskazałbym na Andrzeja. Wszakże nie zawsze się z nim zgadzam i czasami dochodzi do konfliktu między nami, ale jeśli miałbym porównać poszczególne kadencje prezydentów, to za Andrzeja było bardzo dobrze. Przynajmniej to jeden z nielicznych prezydentów, którzy nie składali rezygnacji przed zakończeniem kadencji.
 
A Ty? Dlaczego wycofywałeś się z wyborów prezydenckich? Czy to coś poważnego?
 
Nie wycofałem się z wyborów prezydenckich - wycofałem się z życia politycznego, a bynajmniej mam taki plan.
 
Wybory prezydenckie chciałem doprowadzić do końca - chciałem wygrać, ale się nie udało. To zupełnie inna kwestia, dlatego tak się stało. Powodów było pewnie kilka i one nałożyły się na siebie, w odpowiednim momencie.
 
Prezesura w Ośrodku Badań Opinii Publicznej nie była mi do niczego potrzebna, więc zrezygnowałem z tej posady. Wspólnota Rozwoju, którą kierowałem, w pewnym sensie odsunęła się od swoich priorytetów, zapomniała, jaki jest jej cel i zamierzenie i wreszcie - jej członkowie zapomnieli o solidarności wewnątrzpartyjnej. Dlatego zdecydowałem się opuścić stanowisko jej Lidera, lecz oczywiście pozostać w szeregach ugrupowania - nadal jest jedynym, które może w tak bezpośredni sposób działać korzystnie dla obywateli i państwa.
 
Heinrichu, co w Twojej mikronacyjnej karierze było najciekawszym i najzabawniejszym?
 
Chyba najciekawsze rzeczy podałem opisując swoje początki z mikronacjami. A najzabawniejsze? Wiesz co jest najzabawniejsze i na co dałeś się nabrać? Pamiętasz Santańską Republikę Socjalną? Jak wspomniałem, prowadzenie tego projektu nie miało sensu, tak też z Markusem podjąłem decyzję o zamknięciu Santanii. Zrobiliśmy to w sposób "cichy" i przede wszystkim nie zwracając na siebie uwagi i winy za upadek Santanii i Burgii - chodzi o komunikat rzekomym wejściu Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego na stronę i zamknięcie forum. Najlepsze jest to, że większość mikronacji nadal wierzy, że ABW wstawia takie komunikaty na strony internetowe.
 
A od tamtej pory Ardal do Nas się nie odzywa. Wiem tylko, że z Markusem ostatnio rozmawiał, ponoć nie była to przyjemna rozmowa..
 
Bardzo dziękuję za współpracę Panu Heinrichowi Hewretowi Wettinowi.


Artykuł Marcela Hansa z Trizondalu: "Orientyka razem"
Nie dalej niż kilka miesięcy temu w wielu mikronacjach tworzono narracyjne tematy dotyczące pomocy uchodźcom z Austro-Węgier, których strona i forum zniknęły z wirtualnej rzeczywistości. Dzisiaj obywatele Monarchii wspólnie z Trizondalczykami pracują nad organizacją Our Sound Trizondal 2016. Chociaż impreza jest oficjalnie organizowana przez tych drugich, to ci pierwsi, głównie za sprawą Wiktora Maretzky’ego biorą aktywny udział w kształtowaniu tego wydarzenia kulturalnego. Poza Our Sound na Orientyce w tym roku odbywa się także jeszcze jedna międzynarodowa impreza muzyczna: Orientvision Gorica 2016. Aż 6 z 8 krajów Kontynentu Wschodniego bierze udział w tej stworzonej na potrzeby regionalnej społeczności imprezy. Trzeba przyznać, że niewielka Slawonia dość dobrze sobie radzi z organizacją, a społeczność międzynarodowa jest szczerze zainteresowana wynikami. Kolejną wspólną inicjatywą rodem z Ostii jest kandydatura na organizatora XV. V-mundialu przez trzy państwa kontynentu: Surmenię, Trizondal oraz Slawonię. Cała impreza byłaby organizowana pod hasłem: „V-mundial Orientyka ‘16”. Trochę w cieniu tego zestawienia zostaje organizowane w Elderlandzie Orientyckie Forum Ekonomiczne, na którym państwa dążą do integracji gospodarczej w obrębie kontynentu.
Według ostatniego rankingu aktywności for polskich państw wirtualnych przeprowadzonego w Agurii, 5 państw z Kontynentu Wschodniego (bez Surmenii, bez Hasselandu i Elderlandu) wygenerowało ok. 15% całościowej aktywności rankingu. Wszystkie kraje Kontynentu Wschodniego, jeśli chodzi o aktywność są stabilne, dlatego warto się bliżej przyjrzeć rozwiązaniu, które wybrali przywódcy Orientyki. Po wielu latach podziału kontynentu między różne grupy wpływów, po okresach waśni pomiędzy państwami, od jakiegoś czasu mamy nie tylko całkowity polityczny spokój, ale także powoli wytwarza się na naszych oczach wspólna świadomość „orientycka”. Wszystkich, którzy przerazili się w tej chwili wizją jednego superpaństwa „Orientyka”, mogę uspokoić, coś takiego nigdy nie powstanie. Natomiast istnieje szansa, że powstanie wspólny obszar gospodarczy, wspólny rynek informacji oraz wspólne dziedziny aktywności (jak choćby właśnie Orientvision). Wydarzenia związane z Austro-Węgrami, ale także wcześniejsze zabiegi na rzecz poprawy aktywności w ZSKHiW, już są dowodem na poczucie wspólnoty wśród mieszkańców Ostii. Czy inne kontynenty także pójdą w tym kierunku? Może dożyjemy czasów, gdy rywalizować aktywnością, jakością nie będą już poszczególne państwa, ale całe kontynenty?
Marcel Hans


Artykuł Jana Lubomirskiego o kugarskich zapędach imperialnych
Kugaria to małe, acz wojownicze państwo. Leżą na południu od Abachazji i prowadzą ciągłe podboje i ich ziemie. Nie uznają przyłączenia Batawii do Abachazji oraz przynależności południowych terenów Abachazji do Uhrainy. Według Kubilaj Chana środkowa część Uhrainy należy się Kugarom, jako "rdzennym" mieszkańcom. Prowadząc podboje, mogli nie zauważyć , że Uhraina, jak i Abachazja, mają nowoczesny sprzęt. Nazywają Abachazów "barbarzyńcami", a sami prowadzą regularne podboje i spory. Bialenia, jako ten Mesjasz Nordaty, powinna interweniować, gdy ziemie ich sojuszników są bezprawnie zajmowane. Kugarowie mają, podobnie jak Bialenia, własne majątki, czyli jurty. Bogactwo określa ilość owiec. Waluta pienężna liczona jest w taregach i mingach. Jeden tareg=100 mingów. Główną religią państwową jest webanizm, istnieje też mniejszość chrześcijańska. Kugarowie stworzyli prowizoryczny opis systemu:
1. Temat „Wskaźniki produkcyjne”, w którym opisane są tablice wskaźników produkcyjnych, wykorzystywanych w wytwarzaniu półproduktów i dóbr finalnych. Dzielą się na tablice materiałów i półproduktów, tablice płodów i wyrobów rolnych i tablice uzbrojenia. Służą do liczenia produkcji i kosztów.
2. Temat „Produkcja gospodarcza”, w którym opisuje się produkcję na podstawie wskaźników decydując o podziale materiałów i surowców. Wylicza się zaangażowane materiały i wytworzone produkty i decyduje o ich przeznaczeniu (magazyn lub dalszy przerób), a także podejmuje wytwory z magazynu i liczy koszty produkcji.
3. Temat „Magazyn” zawiera wykaz materiałów i produktów przechowywanych, przyjmowanych i wydawanych.
Odniosę się teraz do podbojów Kugarii. Państwo zajmuje tereny należące do Abachazji. Nie przejmują się tym, że Uhraińcy nie zgadzają się z najazdami Kugarów na ich ziemie. Przywódca Kugarów nie liczy się ze zdaniem Abachazów. Podobnie czyni Aryk Goki (do sprawdzenia). Oboje zajeli połowę Uhrainy, nie zważając na fak, że Uhraina dysponuje nowoczesną armią. Nie uznają włączenia Batawii do Abachazji, podobnie jak Uhrainy. Uznają, że tereny środkowej Uhrainy są ich rodzimymi. Prpwadząc taką ostrą politykę spotykają się z odrzuceniem ze strony Abachazji, prowadzą podboje ich terenów, uznając całą Nordatę za barbarzyńców.
Kubijal Chan:
Ziemie położone w centrum kontynentu docelowo są kugarskie. To naturalna kolej rzeczy, że przyłączamy kolejne kawałki wtedy, gdy ludność naszego kraju wzrasta. Działania w Joganbatis (Zadrzewie, obecnie abachaskie) nie są skierowane przeciw Abachazom.
Jan Lubomirski


"Naczelny Felieton": 50 kłamstw, prawd i smaków polityki, czyli wybrane najlepsze cytaty z dotychczasowych wydań gazety
Niestety nie możemy nazwać konserwatywnym kraju, w którym duży zaufaniem społecznym i aprobatą mieszkańców cieszą się instytucje takie jak Zielony Kościół czy Instytut Wprowadzenia Akryponizmu. Mimo to funkcjonują tu jednostki, które reprezentują cechy bliskie nam - konserwatystom - mam tu na myśli oczywiście Macieja Kamińskiego, dbającego o ład i porządek w kraju, czy Andrzeja Swarzewskiego, który w moim mniemaniu powinien koronować się na Króla Bialenii (...)
Adam von Haller, wydanie nr 2
Bialenia jest znana ze swojego republikanizmu oraz liberalizmu, dlatego myślę, że powinna trzymać się tego ustroju.
Andrzej Swarzewski, wydanie nr 3
(...) można by odnieść wrażenie, że początkowo Bialenia istniała tylko po to, by „wkurzać” Sarmację. Być może właśnie to nas najbardziej poróżnia. Powinniśmy dać sobie spokój, poignorować się trochę; zaprzestać rozmów dyplomatycznych i powrócić do nich po czasie.
Kristian Arped, wydanie nr 3
Zdrowy organizm odznacza się tym, że po utracie jednej komórki jest w stanie żyć dalej i zastąpić ją inną. Elity powinny się zmieniać, więc poniekąd dobrze się stało.
Kristian Arped, wydanie nr 3
Z całej swojej kariery mikroświatowej jestem w pełni zadowolony.
Markus Wettin, wydanie nr 4
Przede wszystkim chciałbym, aby gwarantem naszej aktywności były samorządy.
Markus Wettin, wydanie nr 4
Szczególny sukces Bialenii jest dziełem nie tylko Bialeńczyków, ale również Brodryjczyków oraz Hasselandczyków.
Markus Wettin, wydanie nr 4
Myślę, że najważniejsze jest stworzenie społeczeństwa obywatelskiego, które mocno identyfikowałoby się z Republiką Bialeńską. Zmiany mentalności w tej kwestii najbardziej bym sobie i nam wszystkim życzył.
Andrzej Swarzewski, wydanie nr 11
Powielane od zawsze błędy mocno zakorzeniły się w społeczeństwie, powodując ich powszechną akceptację.
Iwan Pietrow-Dostojewski, wydanie nr 21
To smutne, że w każdej rozmowie, która jest ze mną przeprowadzana, pada niezmienne pytanie o przyczynę nieaktywności bialeńskich samorządów i o rozwiązania tego problemu. Należy przyznać, że bez silnej, stabilnej i aktywnej władzy centralnej, nie ma aktywności w samorządach.
Frederick Hufflepuff, wydanie nr 48
Jeżeli nowy konduktor będzie trzymał się swojego planu pracy, nie powinien mieć żadnych problemów.
Maciej Kamiński, wydanie nr 49