WYDANIE NR 50/1
z dnia 22 kwietnia 2016r.
W numerze:
Słowo odautorskie
Alberto de Medici, Prezydent Republiki Bialeńskiej: "Nie wiem, czy to jest rząd jedności narodowej"- część pierwsza rozmowy
Świat: Our Sound już wkrótce...
"Naczelny felieton": SiBowskie czasy cz. 6
Świat: Sarmacja i Trizondal razem dla polskiego mikroświata
I odcinek cyklu Macieja Kamińskiego: "Te podwodne góry"
Wybór numeru


Słowo odautorskie
Szanowni Czytelnicy z Bialenii i innych krajów mikroświata!
Gazeta "wBialenii" zadebiutowała 14 sierpnia 2015 r. Szybko zgromadziła spore grono stałych obserwatorów. Nieodłącznymi elementami naszego pisma stały się publikowane cyklicznie felietony znanych postaci, wywiady i artykuły. Jesteśmy już z Wami od 50 wydań. To, które trzymacie Państwo w ręku, jest wyjątkowym, jubileuszowym numerem naszego medium. Postanowiliśmy oddać do Waszej dyspozycji aż dwie części 50. wydania. Mam nadzieję, że jak zawsze będzie ciekawe i wzbudzi w Państwu szereg pozytywnych emocji. Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze, które pojawiły się pod dotychczasowymi wydaniami, przygotowane teksty i współpracę medialną.
Miłej lektury!
Redaktor naczelny Frederick Hufflepuff


Alberto de Medici, Prezydent Republiki Bialeńskiej: "Nie wiem, czy to jest rząd jedności narodowej"- część pierwsza rozmowy
Dziś goszczę wyjątkowego człowieka - nowego Prezydenta Bialenii, byłego Sędziego Ludowego, wielokrotnego posła i ministra Alberto de Mediciego. Dziękuję za przybycie!
Pochwalony, może nie od razu takiego wyjątkowego, wszak monarchą jeszcze nie jestem. Ale witam serdecznie i dziękuję za propozycję przeprowadzenia wywiadu.
 
Szanowny Panie Prezydencie Elekcie, gratuluję zwycięstwa. Jest Pan zadowolony ze swojego wyniku? Myśli Pan, że Pańscy kontrkandydaci byli w stanie Pana pokonać? Kampania była dla Pana trudna?
 
Czy jestem zadowolony? Po cichu liczyłem, że w drugiej turze zdobędę trochę więcej głosów, zwłaszcza pod deklaracji o wycofaniu się z polityki mojego kontrkandydata. Ale myślę, że generalnie udało mi się osiągnąć dosyć dobry wynik, co ja mówię, suma sumarum zostałem prezydentem,więc to był bardzo dobry wynik. Kandydaci, liczyłem się z tym, że przyjdzie mi stoczyć najcięższą walkę w Frederickiem Hufflepuff'em popieranym przez Wspólnotę Rozwoju. Naprawdę dużym zaskoczeniem był dla mnie wynik Tomasza Bagrata, który w pierwszej turze zdobył tyle samo głosów, co lider Wspólnoty Rozwoju. Były monarcha Abachazji jakoś nigdy nie brał bezpośredniego udziału w "wielkiej polityce", zawsze pozostawał nieco na uboczy głównych przetasowań. Kampania? Sporo pracy było na początku, podczas pisania głównego wystąpienia. Potem już wszystkim zajęła się pani Jadzia z panią Władzią. Ale nie powiem, że nie obyło się bez zabawnych momentów. Proszę o wybaczenie, ale nie mogłem się powstrzymać od śmiechu, gdy Frederick Hufflepuff powołał swój sztab, a po chwili zorientował się, że termin zgłaszania kandydatur minął. Zabawne był również to, gdy każdy z kandydatów spontanicznie i w tym samym momencie wpadł na pomysł otworzenia list z otwartymi pytaniami...
 
Tak, to niewątpliwie mogło zaskoczyć. Jak Pan uważa, czym wygrał Pan wybory? Opanowaniem czy dobrze przygotowanym planem pracy? A może był jeszcze jakiś czynnik?
 
Nie wiem, ilu wyborców przeczytało mój plan pracy, ale wątpię, by był to czynnik, który zapewnił mi przewagę. Osobiście traktuję go raczej, jako pewną pomoc - punkt odniesienia - w trakcie kadencji. Jeśli już miałbym wybierać, to raczej opanowaniem . Nie wdawałem się w żadne pyskówki, starałem się nie unosić i trzymać nerwy na wodzy, ba! nawet przyjąłem zasadę, że nie będę sobie dworował z konkurentów. A co sprawiło, że wygrałem? Myślę, że dużo racji mógł mieć Maciej Kamiński: "[Alberto de Medici] Od dłuższego czasu nigdzie nie startował, tak więc osoby, które miały coś przeciwko niemu, ze sporą dozą prawdopodobieństwa już o tym zapomniały. U kontrkandydata tak nie jest. (...) Chciałbym też zaznaczyć inną rzecz - Bialeńczycy generalnie lubią dosyć bliskie kontakty. Adaś regularnie się w ten sposób udziela, Frycu zaś nie. To daje dużą przewagę w popularności." Śmiało mógłbym podpisać się pod tymi słowami.
 
Czy zgadza się Pan z opiniami niektórych polityków, że Pański rząd to rząd jedności narodowej? W zamyśle miał Pan stworzyć gabinet ekspertów w swoich dziedzinach czy kolegów?
 
Redaktor myśli, że gdybym powoła rząd kolegów, to bym się tym publicznie chwalił podczas wywiadu? Z większością członków rządu znam się dosyć dobrze, podobnie, jak z każdym członkiem naszej hermetycznej społeczności. Więcej! Znam indywidualne problemy każdego i wszystkie je rozwiążę. Ale o czym to ja... a tak, kryterium i rząd jedności narodowej. Starałem się kierować naturalnymi predyspozycjami i zainteresowaniami w sferach, w których działają członkowie mojego rządu. Ot! Choćby obecny minister kultury, dla mnie było jasne, że jeśli ktoś w Wolnogradzie powie "kultura", to pierwszym skojarzeniem będzie nazwisko "Noqtern". Do powołania minipropa, przekonały mnie rzetelne teksty, jego autorstwa w "Strażnicy moralności". Andrzej Swarzewski, od zawsze przejawiał zainteresowania geopolityką, dlatego uznałem, że będziemy się doskonale dogadywać, jeśli chodzi o realizację mojej pronordackiej doktryny polityki zagranicznej. Tymczasem tow. gen. Dostojewski, jako żołnierz i polityk cechuje się pietyzmem w tym, co robi, więc właśnie jego, mimo docinek podczas kampanii wyborczej, powałem na stanowisko ministra biurokracji. Czy to rząd jedności narodowej? Nie wiem? Podobno rząd jedności narodowej był za czasów ostatniej pani prezydent. To zależy, jak definiować to pojęcie. (śmieje się) Myślę, że za taki można by uznać gabinet, który próbowałby skompletowac mój oponent - urządzając konkursy na wszystkie stołki ministerialne.
 
No właśnie, jakie są wizje i priorytety poszczególnych ministerstw? Wspomniał Pan o pronordackim kierunku polityki zewnętrznej - na czym on będzie polegał, jaki w takim razie kierunek był dotąd realizowany, jeśli nie pronordacki?
 
Wizje i priorytety zarysowałem w swoim expose, zachęcam do wczytania się w jego treść. Myślę, że większość informacji o działaniu ministerstw można znaleźć właśnie w ich gmachach. Przeto ograniczę się do kilku - zaledwie - zdań. Wspólnie z ministrem Swarzewskim będziemy starali się prowadzić politykę zagraniczną, ukierunkowaną na przyjazne nam państwa na Nordacie. W przeciwieństwie do niektórych, staramy się nie skreślać z góry państwa nordackich, takich jaka Abachazja, gdzie dzięki rządom silnej reki, udało się doprowadzić stabilizacji, która umożliwia podęcie działań dyplomatycznych. Ktoś, bodajżde Fiodor Swirydiuk, kiedyś słusznie powiedział, że Imperator Bagrat jest (a właściwie to był) takim lokalnym katechonem abachaskim. (uśmiecha się) Myślę, że było w tym trochę racji, liczę, że teraz, gdy pomiędzy Brodrią a Abachazja zawiązała się unia personalna bliższa interakcja będzie możliwa. Ot! Proszę choćby spojrzeć na płaszczyznę wojskową - specjaliści bialeńscy (z firm niezastąpionego Marszałka) zostali zaproszeni na targi wojskowe do Imperium. Że o zamówieniu dla abachaskich sił zbrojnych nie wspomnę. Długofalowym celem naszej polityki zagranicznej będzie próba reaktywacji Rady Nordaty, jako instytucji zrzeszającej pokojowe państwa nordackie. Być może jej działalność umożliwi powstrzymywanie "zaborczej", z naszego punktu widzenia, polityki Chanatu Kugaryjskiego. Nie oznacza to jednak, iż zamkniemy się na resztę mikroświata - dziś otrzymaliśmy pewną ciekawą propozycję od władz Trizondalu, trwa w najlepsze akcja rekrutacji ambasadorów. Ukoronowaniem pierwszego etapu polityki ministerstwa spraw zagranicznych będzie reaktywacja Rady Dyplomatycznej i opublikowanie Doktryny Polityki Zagranicznej. Tymczasem "wewnątrz" kraju planujemy, wraz z ministrem kultury, aktywizację Bialeńczyków pod względem rozrywkowym - proszę się spodziewać wszelkiej maści konkursów i "eventów". O rzetelne informowanie opinii publicznej dbać będzie ministerstwo prawdy propagandy. Ot! Choćby poprzez organizację konferencji (jak ta, która odbę
 
Państwa stowarzyszone będą traktowane przez Republikę jako partnerzy czy jednak podmioty bezpośrednio związane z krajem? Ma Pan zamiar zmienić status tych państw? Jak on wygląda teraz od strony prawnej?
 
Status Hasselandu i Brodrii jest jasny, są to państwa stowarzyszone z Republiką Bialeńską na zasadach opisanych w umowach stowarzyszeniowych. Wydaje mi się, że jest on dosyć jasny, a referowanie treści traktatów międzynarodowych, zwłaszcza tych, które obowiązują od kilku miesięcy mija się z celem, czyż nie? Jako konserwatysta, będę dążył do utrzymania istniejącego statusu quo. Chyba, że władze państw stowarzyszonych zechcą jeszcze bliższego zespolenia z Bialenią, wówczas możemy rozmawiać o federalizacji, ale na to raczej się nie zapowiada... Zawsze starałem się traktować kraje stowarzyszone, jako istotny element naszej wspólnoty, więc liczę raczej na partnerską współpracę i rozwiązywanie wszelkich konfliktów. Temu - między innymi - będzie służył najbliższy Kongres Regionów, który, jak planujemy, odbędzie się w połowie maja.
 
Koniec części pierwszej rozmowy.


Świat: Our Sound już wkrótce...
Przygotowania do Our Sound 2016 trwają. W zeszłym roku konkurs wygrała Monarchia Austro-Węgierska, ale wobec kryzysu z aktywnością i forum, przekazała organizację festiwalu doświadczonemu w tej materii Trizondalowi. Ze strony trizondalskiej nad przebiegiem OS będzie czuwał jeden z jego pomysłodawców - Krzysztof Hans vel Poland. Udało nam się dotrzeć do wstępnego terminarza imprezy:
od daty wydania ostatecznego komunikatu do 12 maja - Promocja konkursu
od daty wydania ostatecznego komunikatu do 12 czerwca - Zgłaszanie się krajów (w tym preselekcje)
od 13 czerwca do 13 lipca - Głosowania krajowe
od 14 do 21 lipca - Podsumowanie
od 22 lipca do 31 lipca - Ogłoszenie wyników
Miejscem (obiektem), na którym wystąpią wykonawcy z kilkunastu państw polskiego mikroświata, najprawdopodobniej będzie Micronator Staid II w Nowym Jantarze. Wskazują na to aktualne wyniki sondy, przeprowadzonej na forum Trizondalu. Pojawiły się głosy, aby w miarę możliwości współpracować z Austro-Węgrami w kwestii organizacji przedsięwzięcia, ale jak na razie nie ma z tamtej strony wystarczającego zainteresowania.
Ministerstwo Kultury Republiki Bialeńskiej nie potwierdziło oficjalnie udziału w Our Sound, ale według doniesień reprezentant Bialenii wystąpi w Trizondalu.
Frederick Hufflepuff, redaktor naczelny


"Naczelny felieton": SiBowskie czasy cz. 6
Kilka dni temu powstało nowe ugrupowanie - Obywatelskie Przymierze Bialenii. Jego pierwowzór, Obywatelskie Przymierze Victorii, swego czasu święciło wyborcze triumfy w Victorii. Prezentujemy przedruk z fragmentu wydania nr 14 (ostatniego) gazety "Sprint SiB", w którym opisana jest sytuacja w Santanii i Burgii po przedstawieniu przez stronę victoriańską, na czele z Robertem Śledziowskim i Heinrichem Hewretem Wettinem, założycielem OPB, wielokrotnym ministrem i byłym Prezydencie Bialenii (wtedy Hewretem Primusem), propozycji włączenia SiB do tegoż kraju.
WYDANIE NR 14
SPRINT SiB
KRAJ: WAŻĄ SIĘ LOSY NASZEGO PAŃSTWA!
Ważą się losy Republiki Santanii i Burgii. Wszystko zaczęło się od tematu stworzonego przez Michala Lukę Russelovicia zatytułowanego: "Czyżby kryzys?".
W swym przemówieniu Russelović stwierdził, że Flachbett (dziś Hufflepuff - przyp.red.) obraził się na polityków w państwie za niewłączenie go do Komisji Konsularnej, Talleyrand zniknął bez słowa, a Kovacsa wciągnął tak bardzo Siedmiogród, którego jest przecież założycielem.
Było to już dość dawno temu, bo dokładnie tydzień wstecz. Dziś do państwa na dobre wrócił tylko były lider Naszej Szansy. Obecny prezydent - Napoleon Talleyrand wsiąkł w ziemię.
Politycy zdecydowali, że nie będzie żadnych nowych wyborów czy referendów w tej sprawie.
Bez włodarza kraju dzieją się tu niesamowite rzeczy. Godzinę po słowach Russelovicia, wszystko ruszyło. Robert Schmitz, założyciel Republiki Victorii, postanowił wtrącić się i zareklamować swe państwo jako potencjalnego "opiekuna". Dokładnie brzmiało to następująco:
Republika Victoria na podstawie nowej konstytucji - "Konstytucji Grudniowej" - jest państwem związkowym. Oznacza to że stało się organem łączącym kraje, a nie regiony jak to było dotąd. Więc łączy faktyczne państwa. RSiB jeśliby chciało mogłoby oczywiście działać w RV jako kraj. Miałoby faktyczną wolność w zdecydowanej większości aktywności, i oczywiście miejsce na mapach v-świata.
Propozycja spadła nam jak grom z jasnego nieba i kromka chleba dla głodnego.
Jestem za wcieleniem SiB do Victorii, ale nie teraz. Dajmy sobie jeszcze trochę czasu. Poczekajmy na Talleyranda. Myślę, że to nie są aż tak priorytetowe sprawy. Mamy sporo czasu. Tak więc - spokojnie, Panowie.
- tłumaczył Flachbett (który w dzień otwarcia tematu "Czyżby kryzys?" już powrócił). Były król ZKSiB z każdą wypowiedzią coraz ostrzej krytykował jednak dołączenie SiB do RV.
Planowano rozpocząć rozmowy na linii SiB - RV. Sielankę połączenia się państw przerwał właśnie Cristian Flachbett.
Jestem za niepodległą i suwerenną Santanią i Burgią, bez fuzji i bez SiB jako kraju związkowego w RV
- napisał.
Odpowiedział mu premier Victorii Hewret Primus (dziś Heinrich Hewret Wettin - przyp.red.).
Może zamiast utrzymywać staruszka przy respiratorze, lepiej rozpocząć nowy rozdział w historii?
Lawina dalej spadała.
Nie można o nas mówić: "staruszek przy respiratorze". Jesteśmy stosunkowo młodą mikronacją, ponieważ istniejemy niecałe dwa lata. Victoria również przechodziła, jeszcze tak bardzo, bardzo niedawno, kryzys. Straciła forum, a to niesamowity cios. My również podobne rzeczy w swej historii mieliśmy. Zawsze wyszliśmy z tego. Zawsze sobie poradziliśmy. Dziś jest niedobrze. Mamy forum, kilku mieszkańców, ale jeden problem - nękanie nas przez jedne z najważniejszych osób Republiki Victorii. Dlaczego tak mocno chcecie, abyśmy stali się waszym krajem związkowym? Dlaczego tak mocno chcecie nas "zabić"?
- emocjonalnie odpowiadał Flachbett.
Nowy początek.. ale oczywiście pod victoriańską banderą. W tym wypadku zgadzam się z p. Flachbettem
- skomentował Russelović.
Twierdzenie że chcemy SiB zabić jest stwierdzeniem niezwykle obraźliwym dla Victorian. Od zawsze chcemy współpracować z Waszym krajem jak najbliżej. Teraz jest do tego świetna okazja. Bo SiB może się związać z RV jako państwo. I to działające na własnych zasadach. Porównywanie tego do landów jest kolejnym kłamstwem i rani godność RV.
- w ten sposób do walki o dobro SiB wkroczył Robert Schmitz.
Zastanówmy się teraz, co niesie ze sobą wstąpienie do Victorii.
miejsce na serwerze RV, np. na własną stronę. Pewne miejsce na mapie v-świata, na Kontynencie Wschodnim. Ogromną wolność w działaniu SiB, będą Państwo mogli nadal działać jak chcecie, a podlegalibyście tylko wyższym ustawom. Stałe dotacje z budżetu państwa (RV rozwija gospodarkę), a jeśli państwo będzie aktywne to mogą być one naprawdę wysokie, i zaspokoić wszystkie potrzeby na inicjatywy itd. No i oczywiście pewne profity związane z dużymi państwami - stały dopływ nowych mieszkańców dla SiB, przy okazji przybycia do RV. To pozwoli na pełen rozkwit
- przekonywał były premier RV.
Co niesie ze sobą pozostanie na starym forum? Odpowiedź jest krótka, nasuwa się sama: bliski upadek Republiki.
(...)


Świat: Sarmacja i Trizondal razem dla polskiego mikroświata
18 kwietnia 2016 r. późnym popołudniem Ministrowie Spraw Zagranicznych Księstwa Sarmacji Daniel Ragnar Cesare Ezio da Firenza i Państwa Trizondalskiego Marcel Hans wydali wspólne oświadczenie, które nazwali deklaracją. Wspomnieli w nim o aferach i kataklizmach, spadających na mikroświat oraz problemach, które z nich wynikały. Zapewnili, że będą ściślej ze sobą współpracować w wymiarze politycznym, będą wspierać się na arenie międzynarodowej i budować współpracę we wszelkich dziedzinach aktywności obu państw.
Sarmacja i Trizondal współpracują ze sobą od dawna, tworząc zgrany duet na forum polskiego v-świata. To paradoks, że Bialenia nie utrzymująca tak bliskich kontaktów z Księstwem, potrafi równocześnie dobrze dogadywać się z Trizondalem, zwłaszcza w konkretnych kwestiach organizatorskich i wspólnych przedsięwzięć.
W obliczu kryzysów, które wstrząsały i wstrząsają mikroświatem, a o których wspomnieli przedstawiciele MSZ Sarmacji i Trizondalu, takie wspólne deklaracje są ważnym krokiem ku integracji i zacieśnianiu relacji. Dzięki temu będziemy mogli w przyszłości w sposób o wiele łatwiejszy i szybszy przeciwstawiać się niekorzystnym sytuacjom i radzić sobie z nimi razem z przyjaciółmi.


I odcinek cyklu Macieja Kamińskiego: "Te podwodne góry"
Wielu z młodszych mieszkańców zapewne zastanawia się, jak to się dzieje, że, jakkolwiek konkretnych jednostek może to nie obejmować, to na poziomie państwa generalnie panuje polarktyczny chłód w relacjach bialeńsko-sarmackich. No bo przecież, nic takiego sobie nie robimy, poza byciem dużymi państwami. Dlatego, dla dobra wspólnego, prześledźmy może historię tychże relacji.
Zacznijmy od pewnego dość świeżego komentarza pewnego Sarmaty, który celowo wyrwę z kontekstu, mianowicie, głosił on, że Bialenia działa na złość Księstwu. Patrząc historycznie, myśl ta jest częściowo (ale tylko częściowo) prawdziwa. 24 września 2010 z mroku Internetu wyłoniło się Królestwo Bialenii, które powstało w opozycji do Sarmacji. Już po wejściu na stronę główną to uderzało – dosłownie odradzane było, by mieszkać w większych państwach – a jedynym, o którym się w kraju rozmawiało, była Sarmacja. Nawet epizod wojenny się przydarzył (jednakowoż, wojska nigdy nie ruszyły na zachód, ani też nie padł żaden wystrzał). Należy jednak podkreślić – to była opozycja, nie zwalczanie. Nie było przekalkowywania rozwiązań, ani też nienawiści – ba, nawet nazwano uniwersytet imieniem Piotra Mikołaja.
Potem były dwie inne formy państwowości, które się do zagranicy nie odwoływały, więc przejdę od razu do Zjednoczonej Dżamahiriji. Tak, jak wszyscy mieszkańcy wiedzą (a w każdym razie powinni), powstała wskutek powstania marcowego. Ergo, wydźwięk ideologiczny musiał skręcać przeciwko sarmackiemu monarchofaszyzmowi – to było wręcz w genach ZDN zapisane. Jednakże, wciąż był obiekt publiczny nazwany imieniem Piotra Mikołaja (tym razem – główny plac dyskusyjny), o Sarmacji mówiło wprost ogłoszenie na szczycie strony, ale co ważniejsze –wystarczy jeden rzut oka na pierwotną nazwę, by zaprzeczyć twierdzeniom o działaniu na złość.
Dla tych co, nie wiedzą, uwaga, uwaga – pierwotna nazwa tego państwa to… Dżamahirija Teutońsko-Sarmacka.
Bum. Ergo, nie sposób było nawiązać dobre stosunki z Księstwem. Jakkolwiek samym przedstawicielom narodu zza mórz nikt się do gardła nie rzucał, a nawet wprost przeciwnie (wielu z nich odznaczono), jak bardzo nie uderzałoby przeniesienie Sarmackiego Kościoła Katolickiego na te tereny, o tyle jednak miał miejsce incydent z kimś, kto za Sarmatę się podawał, i próbował przejąć kontrolę nad krajem, zgłaszano pretensje do części teutońskich ziem, jak również narracyjnie koordynowano sclavińską partyzantkę na terenach obecnej Anatolii. Z drugiej strony barykady okazjonalnie pojawiała się krytyka działań władz ZDN w prasie (m. In. w PISMOK-u) i to w zasadzie tyle.
Mniej aktywny Wolny Wolnograd nie był nawet dostrzegany. Działając w oparciu o niemal wyłącznie tradycje marcowe nie mógł on oczywiście zbliżać się do dobrych relacji z Księstwem, przynajmniej tak długo, jak dobrze miał się monarchofaszyzm. Próby przystąpienia do OPM zostały wyśmiane przez Aleksandra Euskadiego i na tym sarmackie interakcje z ówczesnym wcieleniem Bialenii się kończą.
Z podobnym odzewem spotkała się Dżamahirija Bialeńska. Jak wskazuje sama nazwa, nic się w ideach nie zmieniło – sarmackie jednostki szanowano (w dalszym ciągu plac nosił imię Piotra Mikołaja), do Sarmacji jako takiej się nie zbliżano.
I w tym miejscu chciałbym zakończyć ten niezbyt w dziennikarskim stylu utrzymany wywód. O relacjach Republika Bialeńska-Księstwo Sarmacji innym razem. Ciof!
Maciej Kamiński