WYDANIE NR 42
z dnia 20 marca 2016r.
W numerze:
Tylko u nas komentarz Macieja Kamińskiego - "Trochę więcej smęcenia gestapowca"
"Naczelny felieton": Ogromna zmiana
Przypominamy prelekcję nowej pani Prezydent Aleksandry Izabelli Swarzewskiej-Dostojewskiej
Wybór numeru


Tylko u nas komentarz Macieja Kamińskiego - "Trochę więcej smęcenia gestapowca"
Maciej Kamiński, szef Bialeńskiej Partii Demokratycznej i kilkukrotny Minister Spraw Wewnętrznych, wrócił do kraju po dwutygodniowej przerwie. Na Placu Zielonym opublikował swoje spostrzeżenia dotyczące wydarzeń, które miały miejsce w państwie podczas jego nieobecności.
Minął dobrze rok i w Pałacu Prezydenckim ponownie mieszka Sasza. Czy to dobrze? Zobaczymy.
Osobiście w tych wyborach chyba pierwszy raz, odkąd pamiętam, przeczytałem programy kandydatów raz i już więcej do nich nie wracałem. Po prostu, zbyt stary jestem, żeby wierzyć, że wszystkie obietnice zostaną spełnione. Zapewne około połowy gdzieś tam po drodze przepadnie, z różnych powodów. Tym razem kierowałem się wyłącznie tym, co sami kandydaci sobą prezentują. Rozmawiałem na ten temat z kilkoma osobami, układając przy jednej okazji zgrabną metaforę. Rozszerzę ją nieco, żeby czytelnicy mogli w pełni zagłębić się w mój spaczony umysł.
Otóż, załóżmy na chwilę, że Republika Bialeńska to ciężarówka, zaś jej siła przebicia w mikroświecie to ładunek szkła. Z parkingu mamy wiele dróg, którymi możemy pojechać. Na miejsce stawia się dwójka kandydatów na kierowców. Jeden nazywa się Kim. Znany jest z tego, że pił z wieloma i nigdy nie narzekał na jakość trunku, ale też nigdy się nie upił, przez co z jego wyobraźnią mało kto się zapoznał. Planuje pojechać powoli po asfaltowej drodze, do małego miasteczka, tam sprzedać część szkła i nabyć w zamian zestaw amortyzujących półek, podkładek, poduszek i tym podobnych elementów, oraz wrócić z nimi do punktu wyjścia. Drugi kandydat, a właściwie kandydatka, nazywa się Sasza. Znana jest z tego, że nawet wodę z publicznej fontanny pije z kryształowego kielicha i nosząc drogą suknię, a podczas jazdy rozmawia przez telefon komórkowy i słucha muzyki psychodelicznej. Sasza planuje pojechać trasą do wielkiego miasta, ale jest mały szkopuł - to wiejska droga, a ostatnie wyrównywanie wywlokło kamienie na wierzch. W owym mieście jest wielki popyt na szkło, a do tego można tam tanio nabyć znacznie cenniejsze w okolicach naszego parkingu nefryty. Wychodząc, pochwaliła się, że dziś w jej menu przewidziany jest kawior z jesiotra. Zdziwiony przypadkowy inny pracownik zapytał się jej: "Co takiego?", na co odrzekła: "No przecież mówię, że kawior z bieługi!", po czym opuściła teren, gniewnie trzaskając drzwiami. Parę chwil później ten sam człowiek zauważył też, że zapomniała zabrać ze sobą mapy.
Osobiście, w pierwszym głosowaniu, po chwili wahania, oddałem głos na Kima. Z powyższego rozbudowanego cudowania zapewne domyślacie się, dlaczego. Nie dlatego, że Sasza była gorsza (zanim ktoś wysunie tu komentarz, że Kamiński się podlizuje, bo poparł nie tego, co trzeba było - sugeruję przeczytanie sterty starych wywiadów ze mną. W jednym z nich dość dobitnie wyraziłem się, jak będę reagował na zmiany wprowadzone przez WR tą nieszczęsną ustawą o partiach politycznych), tylko dlatego, że obecnie problem jest innej natury. Poziom nacjonalistycznego dawania sobie po mordzie osiągnął okolice, w których ostatnio Bialenia była tak za czasów obowiązywania paktu Swarzewski-Smirnoff. Jest jednak dużo gorzej, bo obiekt nienawistnych pokrzykiwań jest tym razem wewnętrzny. Sprawę tę trzeba wyciszyć jak najszybciej, bo ma wpływ destrukcyjny na nasze funkcjonowanie. Z dwójki kandydatów lepszy będzie do tego ten, który prawdopodobnie zrobi mniej, ale też przy tym, co będzie robił, stworzy znacznie mniej kontrowersji. Do tego, ów Iwan/Kim wśród grupy, do której jest powszechnie przypisywany przez głosy skrajne, jest tym najmniej niewygodnym. W przeciwieństwie do Saszy. Ona jest raczej typem lidera na świetne czasy. Czym bardziej prawdziwy szacunek trzyma ją w ryzach, tym mniejsza jest szansa, że gdzieś po drodze wypadnie przez okno z szoferki. Może osiągnąć więcej od kontrkandydata - ale jest sporo czynników, które to skutecznie uniemożliwią i mają wszelką szansę wystąpić podczas jej prezydentury.
No, ale ostatecznie tak się złożyło, że, po masie turbulencji, wygrała. Nie jest to bynajmniej okazja do ogłaszania końca świata. Chociaż pierwsze kroki optymizmem nie napawają. Bezpardonowe pokazanie drzwi wielomiesięcznemu przywódcy armii i ogromny rząd pełen świeżych nazwisk. Myślę, że rozumiem, co za idea się za tym kryje - problemem jest to, że coś podobnego przerabialiśmy już za rządów Markusa Wettina, i koniec końców manatki zwinięto, a jeszcze przed tym mniej doświadczonych grzecznie wyproszono. Fakt, wypaliło całkiem nieźle, teraz jednak proporcje są mniej korzystne dla tetryków, o których w razie kryzysu można by się oprzeć. Do tego, rozkład obowiązków, choć logiczny, jest mocno udziwniony, co na starcie utrudni robotę (nie za bardzo będzie się większości ministrów na czym wzorować). Nie mogę jednak pominąć też dobrych stron - konduktorka nie jest tak świeża, rozbijała się już po ulicach jako katechonka i widziała, jak tego nie robić. Plus, pchanie Bialenii w kierunku idei marca 2012 nigdy nie może być złe - oby ten kurs się utrzymał.
Koniec końców, tragedii nie ma, choć widziałem to inaczej. W maju powinniśmy zobaczyć się na następnych wyborach we w miarę podobnym składzie osobowym i personalnym.
O ile tylko monarchiści będą tak aktywni i przekonujący, jak od czasów zamknięcia działalności politycznej przez obecny Klub Konserwatywny.
Trzymajcie się, rodacy.
Wasz Maciuś.
Artykuł został napisany przed ogłoszeniem przez Prezydent Aleksandrę Izabellę Swarzewską-Dostojewską składu Rządu.


"Naczelny felieton": Ogromna zmiana
Republika Bialeńska pod sterami nowej Pani Prezydent Aleksandry Izabelli Swarzewskiej-Dostojewskiej zmienia się z minuty na minutę. Nowym Marszałkiem Bialenii (nie mylić z Marszałkiem Parlamentu) został obcokrajowiec, Abachazyjczyk Tomasz I Bagrat-Dostojewski. Kim Myong Won, wcześniejszy dowódca, mimo świetnie przeprowadzonej modernizacji armii, został natychmiastowo zwolniony. Jego osiągnięć nie dostrzeżono z prostej przyczyny - był rywalem Prezydent w wyborach.
Swarzewska-Dostojewska powołała w ekspresowym tempie swój Rząd. Lista ministrów jest dość długa, ale przede wszystkim - niezwykle niedopracowana. Początkowo Prezydent zapowiadała utworzenie aż 8 resortów. W obliczu demograficznego kryzysu w Republice, było to zabawnym posunięciem. Ostatecznie liczbę zredukowano do 5 - Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (Jan Kaniewski zamiast zapowiadanego wcześniej Andrzeja Swarzewskiego), Ministerstwa Stosunków Międzynarodowych (Akrypa Rabatowicz von Primisz), Ministerstwa Wojny i Taktyk Obronnych (Jan Lubomirski), Ministerstwa Oświaty i Kultury (vacat - Frederick Hufflepuff zrezygnował z posady) i Ministerstwa Propagandy (krytykowany i krytykujący Fiodor Swirydiuk). W wykazie nie został zamieszczony "prywatny minister" - mieszkaniec La Palmy Hugo Miramontes. Pani Prezydent nie zdobyła się na stworzenie rządu, mogącego przezwyciężyć bialeńskie trudności i problemy. Utworzyła gabinet, za którego działalność Bialeńczycy będą musieli się wstydzić. Fiodor Swirydiuk może nie raz stworzyć lub brać udział w kontrowersyjnych, niejasnych sytuacjach zarówno z obywatelami Republiki, jak i innych v-państw. Jego stosunek do Królestwa Hasselandu (państwa stowarzyszonego!) może napawać strachem o przyszłość dobrych relacji między krajami, które dziś i tak są złe. Politycy, którzy zostali ministrami, często nie umieją postępować jak politycy. Nie zawsze są spokojni, opanowani i nie wypowiadają się w sposób merytoryczny. Pani Prezydent zadbała o uszczęśliwienie swoich kolegów - członków dawnego Radykalnego Centrum, które upadło tak szybko, jak powstało. Nie wiadomo, czy nie zdołała namówić "betonowców" i "wron", aby weszli w skład jej rządu, czy wcale nie próbowała się z nimi kontaktować. Frederick Hufflepuff, lider Wspólnoty Rozwoju, przedstawiany jako przyszły Minister Oświaty i Kultury, zrezygnował z funkcji. W rozmowie z naszą gazetą tłumaczył, że "nie chce brać udziału w tej farsie". Podobnie mogli powiedzieć Eddard Noqtern, Piotr Paweł I (choć w tym przypadku szanse na to, że Pani Prezydent zaproponowała mu jakiś resort są zerowe - w końcu jest Hasselandczykiem) i Mikołaj Patryk Dostojewski. Stosunek tego ostatniego do rządu jego bliskiej krewnej musi być inny niż pozostałych opozycjonistów, ale i tak nie jest zbyt pozytywny. Swarzewska-Dostojewska skonstruowała po raz pierwszy od dłuższego czasu rząd jednostronny, silnie zakorzeniony w swoich poglądach i zdaniach na różne kwestie, mogący wywoływać skrajnie odmienne reakcje w Bialenii i na arenie międzynarodowej. W Księstwie Sarmacji, kraju, z którym nasze kontakty są nie do końca uregulowane, wybór "Saszy" na Prezydenta Republiki przyjęto niezbyt chętnie. Można się zastanawiać, czy to dobrze, czy nie. Bialeńskość i antyhasselandyzm tego gabinetu i nowej Głowy Państwa wpływa na jego postrzeganie w innych częściach mikroświata.
Ciekawe, jakie będą pierwsze posunięcia rządu Prezydent Bialenii Aleksandry Izabelli Swarzewskiej-Dostojewskiej. Na razie do Parlamentu trafił prezydencki projekt Konkordatu między Republiką a Państwem Kościelnym Rotrii. Wszystko wskazuje na to, że zostanie przyjęty przez izbę, a jego postanowienia wcielone w życie.
Frederick Hufflepuff


Przypominamy prelekcję nowej pani Prezydent Aleksandry Izabelli Swarzewskiej-Dostojewskiej
Moi Drodzy!
Poproszono mnie, abym wygłosiła wartościową prelekcję na temat bieżącej polityki w naszym pięknym Kraju, co też postanowiłam uczynić, gdyż jak wiadomo, mówiąc skromnie, jestem w tej dziedzinie ekspertem, co też wielokrotnie było podkreślane między innymi na łamach opiniotwórczego i obiektywnego pisma NASZE IMPERIUM.
Na początek pragnę jednak rzucić tutaj trochę światła na moją własną historię funkcjonowania w Republice, gdyż będzie to dobrą podstawą do oceny wydarzeń obecnych i tych wcześniejszych.
Otóż pojawiłam się w Republice już ponad rok temu, jako imigrant polityczny z Federacji Brodryjskiej, która wówczas przeżywała regres i kryzys związany z kloningiem i grutinizmem. Tutaj wraz z moim pierwszym mężem Adamem Dostojewskim i ukochanym synem Mikołajem Patrykiem wpadliśmy na wspaniały pomysł władz na uchodźstwie. A dzięki mojej inicjatywie, gdyż bardzo chciałam zostać monarchinią, wkrótce po tym koronowaliśmy mojego męża Adama Aleksandra (który dzisiaj nie wiedzieć czemu nie używa drugiego imienia, które sama mu wybrałam) na Cara, a mnie na Carycę.
Tematyka Carstwa i kolejnych jego losów (moje rządy, odzyskanie ziem nordackich, koronacja Mikołaja) jest na odrębny wykład i mam nadzieję, że będzie mi dane takowy kiedyś wygłosić.
Do czego zmierzam... Otóż moje początki w Republice były trudne, wiadomo, że byłam postrzegana przez określony pryzmat carycy, która walczyła o swoje. Aczkolwiek nie przeszkodziło mi to w zdobyciu posady Prezydenta Republiki, choć byłam jednym z najmłodszych stażem obywateli. Zapewne zawdzięczam to również mojemu drugiemu mężowi, Królowi Bialenii (tak, jestem waszą Królową) - Andrzejowi Swarzewskiemu. Moja prezydentura była owocna, dynamiczna. Do tego stopnia, że w ciągu bodajże trzech tygodni spełniłam wszystkie obietnice wyborcze i zrealizowałam cały swój program i mogłam z czystym sumieniem podać się do dymisji. Która, to dymisja jak wiadomo, wzbudziła powszechny smutek, lament i rozpacz, a jak zauważył poczytny i prestiżowy magazyn o zasięgu globalnym NASZE IMPERIUM, w słowach cenionego eksperta: ''Aleksandra Dostojewska była najlepszym prezydentem w historii Pollinu''. I nie mówię teraz tu tego, aby się przechwalać, przecież sama sobie tej opinii nie wystawiłam.
Wspominam o tym, by dać do myślenia rządzącym Bialenią, że mają w swoich szeregach osobę bardzo kompetentną, która wręcz oczekuje na propozycje stanowisk, ku chwale Ojczyzny.
Po mojej prezydenturze, a nawet w jej trakcie, spotkałam się niestety ze złem, no mówmy wprost... A tym złem niewątpliwie były dwie osoby, jak dzisiaj powszechnie wiadomo szpiedzy i pionki organizacji terrorystycznej o nazwie ''Księstwo Sarmacji'', czyli Kristian Iversen wraz z Marią (gender) von Primsz. Doprowadzili oni do tego stanu, iż zostałam skazana na śmierć za NIC. Oczywiście bez winy tutaj nie jest także dalej pełniący obowiązki, którego nie nazwę tutaj pożytecznym głupcem, aczkolwiek Okiem (Mojej NIE-) Sprawiedliwości już tak, Maciej Kamiński. Ale, zawsze kieruję się zasadą wybaczania, więc i jemu wybaczyłam w swojej łaskawej naturze.
Jak wiadomo Naród domagał się bardzo głośno ułaskawienia mnie, co też poczyniono, chociaż wkrótce po tym ponownie mnie wskutek brudnej gry Primsza skazano na śmierć.
Jednakowoż został wówczas wybrany Prezydentem mój mąż Andrzej, który mnie ułaskawił, przy powszechnym poparciu społeczeństwa. I tak dobrnęliśmy do czasów współczesnych. W ostatnim czasie zajmuję się głównie działalnością charytatywną i edukacyjną. Z racji mojego ogromnego autorytetu wśród ludu wiele osób oczekuje ode mnie pouczania, manifestowania moich poglądów czy też zabierania głosu w ważnych sprawach.
Bieżąca sytuacja naszego Kraju nie jest wcale taka zła. Z aktywnością (głównie dzięki mojej działalności) jest w porządku, aczkolwiek najwięcej do dzisiejszego błogostanu przyczynił się Iversen i Primsz. A dlaczego? Bo ich tu nie ma. I Bogu niech będą dzięki.
Popieram obecnego, niezależnego Prezydenta (choć nie wykluczam zmiany stanowiska, gdyż najchętniej na tym urzędzie widziałabym siebie, Andrzeja, opcjonalnie Adasia). Nie podoba mi się troszkę skład Parlamentu, a konkretnie jeden dosyć chamski poseł, którego personaliów wymieniać nie będę.
Mile widziałabym natomiast jakieś uwypuklenie roli Rodziny Królewskiej w Państwie, co prawda republice. Ale jest to jakiś ewenement na miarę realnej Rumunii, że funkcjonuje oficjalna familia królewska.
Na tym może zakończę i polecam się na przyszłość!
Prelekcję wygłoszono 12 lutego 2016 r.